O Polskosci, korespondencja z Nowego Yorku

by Jaroslaw Tondera

Siedze sobie w mym brooklynskim mieszkaniu, patrze w okno i taka mysl mnie nachodzi, ze przeciez niedlugo ciotka moja tu przyjedzie. Rodzina znaczy, osoba mi bliska, a starsza zarazem. Pokolenie niby stracone, bo to wojna przeciez, okupacja, wróg. Do tego partyzanci. General Swierczewski. Potem odbudowa. Pionierzy. Komunizm i zadluzenie zagraniczne. A z drugiej strony kult wieszczów, „Dziady” w Narodowym, mlody Wajda i Wolna Europa z odbiornika tranzystorowego „Koliber”. No i Sejm, i Senat. Orzel w czapce. Pakt Pólnocnoatlantycki. I w tym wszystkim ciotka moja. Jej polskosc i jej patriotyzm. No i ja, siostrzeniec drogi, osiadly z drugiej strony swiata, w Nowym Jorku. Miescie kosmopolitów i swiatowej finansjery. I ta ciotka przyjedzie i przeciez o polskosc mnie wlasnie spyta. Jak my niby tu tradycje narodowa nasza pielegnujemy, skoro nas tu milion caly niemal osiadl.

A ja powiem, ze gazete przeciez polska mamy, a nawet i ze trzy moze, i ze konsulat na Manhattanie w pieknym budynku, i ze artysta kiedys jakis z Polski w Carnegie Hall wystapil, co tam artysta, zespól caly, no i ze w ogóle pelno nas wszedzie. W kazdej restauracji polskie kelnerki, a w kazdym budynku polscy dozorcy. I jeszcze, ze pniemy sie w góre, a to za sprawa Trumpa i jego kontrowersyjnego drapacza mieszkalnego na Pierwszej Alei, gdyz obiekt ów wlasnie Polka zaprojektowala. Ach, no i jeszcze pierogi, które nawet pani obecna jeszcze prezydentowa amerykanska zachwala. Pierogi jako wklad polskosci do kultury amerykanskiej w ogóle, a subkultury nowojorskiej w szczególnosci. Mozna by jeszcze kielbase dorzucic, ale o ile pamietam, ciotka moja zbytnio za wedlina nie przepada.

Ale gdy tak nad owa polskoscia sie zadumalem, to wyszlo mi, ze uczuc patriotycznych ciotki nie zadowole jednak i postanowilem zdac sie na slowo drukowane, jednym slowy przewodnik po Nowym Jorku droga kupna nabylem. I zeby bylo bardziej narodowo i swojsko bardziej, a przede wszystkim zrozumiale to zdecydowalem sie na wydawnictwo w polszczyznie. Wybór przyznac musze mialem niemaly, sztuk ze szesc i kazda kolorowa. Zwawo wróciwszy do domu zabralem sie do wyszukiwania polskosci w polskojezycznym przewodniku po Nowym Jorku. Piekny, bogato ilustrowany przewodnik zaskakiwal mnie kazdym niemal rozdzialem. Przede wszystkim dowiedzialem sie, ze w moim miescie jest dziesiec, atrakcji turystycznych i to w nastepujacej kolejnosci: Ellis Island, Empire State Building, South Street Seaport, Rockefeller Center, Museum of Modern Art, Central Park, Metropolitan Museum of Art, Statua Wolnosci, Brooklyn Bridge i Chinatown.

I przejrzalem caly ten przewodnik i nawet nie zapomnialem o indeksie, a o polskosci tam ani slowa. Pobieglem wiec czym predzej do ksiegarni i poprosilem o cos bardziej polskiego, moze nawet mniej kolorowego w formnie, ale bardziej narodowego w tresci. A tam nic, wszystko to samo. Po prostu nie istniejemy jako naród w polskich przewodnikach. A chinczycy na przyklad sa i to w kazdym. Chociaz moze rzeczywiscie jest ich wiecej, a moze sa bardziej atrakcyjni turystycznie. Ale przeciez nie dla mojej ciotki. Ona polskosci na obczyznie pragnie i o te polskosc bedzie mnie nagabywala.

By z problemu wybrnac znajomych poczalem obdzwaniac i o rade cenna pytac. Dokad ciotke wziac, co jej pokazac, czym jej zaimponowac i czym w zachwyt wprawic. Niemal wszyscy zgodnie na Greenpoint wskazali. Skrawek ziemi na pograniczu Queensu i Brooklynu z widokiem na Manhattan. Tuz obok nowoczesnego, acz cuchnacego niekiedy miejskiego zakladu utylizacji smieci. Czyli Greenpoint jako oaza polskosci. Dwie glówne ulice. Manhattan Avenue, nazwa brzmiaca swiatowo i Nassau, tez swiatowosci odmówic nie mozna, kilkadziesiat ulic bocznych i polskosc na kazdym kroku. Czas tak jakby troche w miejscu sie zatrzymal, a moze nawet cofnal sie nieznacznie, co ciotke moja, osobe starszej juz przeciez daty winno usatysfakcjonowac.

I kiedy sobie przypominam, gdy w mlodosci swej trafilem do dzis juz kultowego dla mego pokolenia, miasteczka Monki, to mam wrazenie, iz Greenpoint przejal cos z owej monkowej / a moze monkowskiej?/ aury. Niska zabudowa, wszyscy jakby znajomni, kosciól widac niemal zewszad. Pijak w pejzaz wpisany. I gdyby nie ogólnoamerykanski McDonald, albo chinska knajpa, to czlowiek by pomyslal, ze w Ojczyznie przecie.

A wiec na Greenpoint z ciotka. Niechby do polskiego sklepu zaszla. Niechby sobie cukier, albo nawet make polska kupila. Albo paprykarz szczecinski. A jesliby zechciala jakis monopolowy odwiedzic, nie zeby zaraz czysta kupowac, ale cos dla zdrowia, krupniok powiedzmy, albo zoladkowa gorzka, to przeciez tez moze. Toz to nasze polskie, no i zdrowe niezwykle. Tak, Greenpoint moze ciotke urzec, radosc jej sprawic i utwierdzic, ze jest w domu, ze ma to wszystko, co tam miala. Polskie mydlo, polskie meble, polskie pyzy, wszystko polskie. I nagle gdzies gubi sie swiatowosc i zapomina sie, ze tuz obok Wall Street i Broadway, wiezowce i pazerny kapitalizm.

Greenpoint daje zapomnienie i tworzy iluzje innego wymiaru, jest niby w Ameryce, a wlasciwie nie jest. Niby placi sie dolarem, ale liczy sie w zlotówkach. Jezykiem obcym nawet nikt sie mówic nie stara, chyba ze wynarodowione mlode pokolenie. Nawet okoliczny Arab z kiosku z gazetami mówi : „cesc kolego” i dziwi sie wielce, jak ktos owo czesc zignoruje. Wszystko polskie. Sklepy, warsztaty, apteki. No i slowa o tym w przewodniku. Tak jakby wydawcy ignorowali amerykanska polskosc. A ona przeciez jest i ma sie wcale nienajgorzej.

Czyli jesli ciotka zechce, to sie w owa polskosc moze wglebic. I nie zarzuci mi, ze naród nasz bohaterski na obczyznie w obcym zywiole sie rozmywa. Ze tradycje swe traci, ze od pryncypiów odchodzi. Bynajmniej, naród nasz na ziemii cudzej, w Nowym Jorku nawet, przyczólki swe narodowe tworzy i po swojemu zywot wiedzie. A ze malomiasteczkowo to wyglada i nieszczególnie swiatowo, to przeciez nie ma to wiekszego znaczenia. Wazne, ze nam sie podoba, i ze sami tak chcemy.

Syrena tez autem szczególnie atrakcyjnym nie byla i swiat jej nie pragnal, a przeciez dla narodu naszego stala sie nosnikiem rozwoju i postepu i nawet ja polubilismy.

I to wlasnie ciotce pokaze, i tym ja wlasnie ujme.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii imigracja, Immigrant, kultura polska, Nowy Jork, Polacy w USA, polonia, polonia w usa, społeczność, usa i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s