Rendezvous z historią!

Bardzo dobry rokindian2

    Tego poranka Simon McTavish wstal pelen zapalu do pracy. Ubral sie, zjadl sniadanie i wyszedl przed fort, gdzie od switu handlarze prowadzili swoje interesy. Patrzac na blekitne niebo, wspominal pierwsze dni pobytu w Grand Portage. W inauguracyjnym liscie do Anglii, do glównej siedziby North West Company, pisal do swego wuja o wspanialej pogodzie, o tym, ze szlak wodny z Montrealu jest bezpieczny i ze prawdopodobnie ten rok bedzie bardzo dobry dla firmy. Niewiele sie mylil. Podliczajac ogólny bilans wymiany stwierdzil z zadowoleniem, ze do Anglii odplynelo blisko 75 ton futer z bobrów, w dodatku najlepszego gatunku. To byla podstawa tego interesu. W sumie nie liczyly sie futra z niedYwiedzi, czy skóry fok. Cala Europa czekala na wspaniale kolnierze, futerka, czapki, mufki, które wyrabiane byly wlasnie z futer bobrów. W dodatku przywiezionych z „Krainy Futer”, jak okreslali te tereny Francuzi, a teraz Anglicy, a tak naprawde Szkoci, bo oni robia tutaj najwieksze interesy.

McTavish cieszyl sie, ze taka ilosc pozwoli przescignac najwiekszego konkurenta, tj. Hudson Bay Company, który jest starszy od North West o ponad 100 lat, ale ma ostatnio slabsze lata. W dodatku niedawno dotarla informacja, ze jeden z wazniejszych fortów Hudson Bay doszczetnie splonal, co takze poprawilo humor McTavishowi. Kazde potkniecie sie konkurenta, jest czyms milym. Caly sukces tego przedsiewziecia – myslal McTavish – zamknal sie w tym, ze North West Company przywozilo na Nowy Kontynent same najlepsze produkty z Europy. Przede wszystkim wspaniale materialy, bawelne, welne, które dla Indian byly czyms zupelnie nowym. Tak samo jak naczynia, w których mozna bylo gotowac na otwartym ogniu i nie przepalaly sie. Tak samo jak noze, z którymi mozna bylo lepiej polowac i lepiej pracowac.

Porówujac to, co Indianie posiadali przed naszym przyjazdem, z tym, co teraz maja, stwierdzic mozna, ze jest to ogromny postep cywilizacyjny. Co prawda przywiezlimy im takze tyton, alkohol i bron, ale przeciez kazdy ma prawo sie wyszumiec. A ze przy tym, my robimy lepsze interesy, taki jest juz ten biznes. Tutejsi Indianie sa zreszta bardzo zadowoleni ze wspólpracy. Nie musza sami przyjezdzac do fortu, tylko nasi wyslannicy rozsylani sa w glab ladu, zeby handlowac z nimi na miejscu. No, i dzieki nam po raz pierwszy zobaczyli nie-bieskie szklo. Nie powinni narzekac. My nie narzekamy. McTavish spacerowal pomiedzy namiotami handlarzy, gdy nagle uslyszal wrzaski i smiechy. Normalna rzecz – pomyslal – traderzy znów sie bija o lepsze ceny. —e tez oni tak sie zapalaja do tych rzeczy. Ale wlasciwie to dobrze dla firmy.

A faktycznie w tym czasie halas w obozie byl ogromny, bo czesc ludzi wkrótce miala odplynac do Montrealu, czesc w glab „Krainy Futer”, wiec dobijano ostatnich targów. Niektóre canoe przygotowane byly juz do drogi, trwa-jacej bez mala 2 miesiace. 13 mezczyzn i kilkadziesiat kilogramów futer to powazny ciezar. Ale wszyscy byli zadowoleni i z radoscia powtarzali, ze to dobry rok dla firmy. Zdziwienie tylko wzbudzil czerwony Pickup, który przed chwilka przejechal, wzdluz obozu, wzniecajac przy okazji kleby kurzu.

Troche historii

    Tak mozna sobie wyobrazic czasy sprzed 200 lat, kiedy to z Europy do Ameryki przybywali handlarze futer. Fort w Grand Portage, w tym okresie, byl waznym osrodkiem na szlaku handlowym, bowiem wlasnie tutaj odbywala sie wymiana pomiedzy traderami przybywajacymi z Montrealu, a sprzedawcami, którzy przy-plywali z najrózniejszych zakatków „Krainy futer”, a wiec terenów, które leza obecnie w pólnocnej czesci Stanów Zjednoczonych i w poludniowej Kanadzie. Stad do Europy dzieki North West Company wedrowalo w latach 1775 – 1803 od 70 do 80 procent wszystkich futer sprzedawanych w Europie. W ciagu zaledwie kilku lat North West Company stalo sie najwiekszym przedsiebiorstwem handlujacym futrami na swiecie. Zdecydowanie przescignal najwiekszego rywala tj. Hudson Bay Company, która powstala 100 lat wczesniej, ale nie moglo sprostac konkurencji North West. Dopiero w 1803 roku, kiedy o tereny zajmowane przez Noth West zaczeli ubiegac sie amerykanscy kupcy, przedsiebiorstwo zamknelo swoja dzialalnosc i zostalo wykupione przez Hudson Bay.

Prowadzone przez Szkotów, z licencja brytyjska, rozpoczelo ekspansje terenów „Krainy Futer”, budujac coraz to nowe przyczólki dla swoich handlarzy, którzy poprzez pajeczyne rzek i jezior docierali do kolejnych plemion indianskich, by z nimi robic interesy. Prawdopodobnie traderzy dotarli az do Pacyfiku. Sukces przedsiebiorstwa oparl sie o zasade, ze to ono docieralo do Indian, przywozac im naj-lepsze produkty z calej Europy.

Wymiana odbywala sie wiec na ziemi Indian, przez co rodowici mieszkancy Ameryki mieli ulatwione zadanie. Wczesniej, przed powstaniem North West Company, z Indianami handlowaly z reguly male firmy, których nie bylo stac na wyprawy w glab ladu. Grand Portage stal sie w niedlugim czasie punktem zbornym pomiedzy kupcami przybywajacymi z Montrealu, a tymi, którzy docierali tutaj z glebi ladu.

Mozna zapytac dlaczego akurat Grand Portage? Odpowiedz zrodzila sie okolo 1730 roku kiedy to Indianin Auchagah wskazal francuskiemu podróznikowi La Verendrye szlak pomiedzy Jeziorem Górnym, a rzeka Pigeon, dzieki której mozna bylo dotrzec w glab ladu. Szlak omijal kilka wodospadów i docieral do miejsca, gdzie rzeka stawala sie spokojna, a co najwazniejsze zeglowna. Przejscie liczace 13 mil, bylo prawdziwym skarbem dla kupców, którzy przenosili canoe i towary, by dotrzec do Grand Portage, gdzie odbywala sie wymiana. Nad brzegiem Pigeon River stal niegdys Fort Charlotte, po którym dzisiaj zostalo tylko wspomnienie i tablica upamietniajaca tamte czasy. Obecnie szlak stal sie atrakcja turystyczna, ale jesli ktos nie lubi blota to nie polecam.

Grand Portage ozywalo praktycznie na 3 miesiace w roku. Pierwsi handlarze docierali tutaj po 2 miesiacach rejsu, w pierwszych dniach lipca. Wczesniej nie bylo to mozliwe, gdyz szlak wodny byl z reguly zamarzniety. Przez kolejne miesiace dokonywano wymian, az w koncu wrzesnia wszyscy rozjezdzali sie w swoje strony. W tym okresie moglo tu przebywac okolo 1500 ludzi. Potem fort pustoszal i po-zostawalo w nim na zime 15 mezczyzn, którzy w znacznej czesci byli mezami Indianek ze szczepu Chippewa, który zamieszkiwal i do tej pory zamieszkuje te tereny.

    Warunki, w których mieszkali ówczesni handlarze nie byly zbyt komfortowe, ale podróznicy z reguly wywodzili sie z nizszych stanów, wiec praktycznie wystarczalo im, ze pracowali za jedzenie, ubranie i pare dolarów. Musialo im wystarczac. Nie mieli prawa na zaden awans w hierarchi i waznosci, bowiem wszystkie wyzsze stanowiska zajmowali krewni wlascicieli firmy, z reguly Szkoci i Anglicy. Nazywani bourgois, zreszta tak jak w Europie, spedzali dnie i noce na rozrywkach i liczeniu pieniedzy. Ubrani w eleganckie stroje stanowili dosc duzy kontrast z otoczeniem, jednak bardzo dobrze zarzadzali firma, przez co w pare lat przedsiebiortstwo zarobilo ogromne pieniadze. Co roku odbywala sie duza rotacja zarzadców fortu i tak wladali tutaj Mr. Todd, Mr. Mcgill czy bracia Frobisherowie. Jednak z pewnoscia byly to osoby znajace sie na interesach. W tamtym czasie stalo w forcie 17 budynków. Wokolo palisady przybysze rozbijali swoje namioty, tak jak to czynia i dzisiaj…

To tylko hobby

– „Rendezvous Days” to pewnego rodzaju hobby, tak jak zbieranie znaczków, czy kolekcjonowanie starych monet – tlumaczy Carl, pracownik National Monument, jakim jest odrestaurowany fort w Grand Portage. – Ludzie interesujacy sie troche historia, chcacy posmakowac zycia, jakie toczyli ich przodkowie, przyjezdzaja tutaj i spedzaja kilka dni z calymi rodzinami. Ubieraja sie w stroje z epoki, spia w namiotach, w jakich spali kupcy futer, jedza takie samo jedzenie, próbuja choc na sekunde cofnac sie w czasie i wrócic do XVIII wieku. Pamietam, ze ogarnelo mnie duze zdziwienie, kiedy po raz pierwszy zobaczylem ludzi ubranych w plachty szarego materialu, z opaskami na glowach, czesto bez butów. Spokojnie przechadzali sie po terenie fortu, gdzie w tym czasie Indianie Ojibiwe wybijali rytm na swoich wielkich bebnach i objasniali swoja kulture. To dla niektórych wielkie spotkanie tradycji o znaczeniu symbolicznym, poniewaz wlasnie przodkowie tych samych ludzi spotykali sie w tym miejscu kilkaset lat temu. Kilka metrów za palisada fortu, rozbili sie pierwsi przybysze. Wieksze i mniejsze namioty rozstawione sa na przestrzeni kilkudziesieciu metrów. Jeden obok drugiego pod scislym nadzorem Carla, który zajmuje sie organizacja tegorocznego „Rendezvous Days”. – Kazdy musi miec swoje miejsce, tak, zeby nie przeszkadzac sasiadowi, mimo tego, iz 200 lat temu nikogo nie interesowalo, kto jest jego sasiadem i ile miejsca mu sie odbiera – tlumaczy Carl. – No, ale takie sa dzisiaj wymagania – dodaje z westchnieniem. Kazdy przywozi swój namiot, swoje oprzyrzadowanie, swoje ubrania, swoje naczynia. Wszystko z epoki, do której kazdy chce wrócic. Sposród wielu takich imprez, ta w Grand Portage, nie jest zbyt restrykcyjna, ale jak mówi Carl: – Staramy sie, by nasi goscie reprezentowali lata miedzy 1760 a 1815. W samej Minnesocie organizowanych jest okolo 50 takich spotkan. —eby dostac sie na niektóre z nich trzeba najpierw wyslac swoje zdjecia i opis wszystkich rzeczy, które wezmie sie ze soba. Wtedy granica lat, w której sie trzeba zmiescic jest znacznie zawezona.

Pierwsi ludzie, którzy zaczeli zajmowac sie tym hobby, pojawili sie jeszcze przed 1976 rokiem, ale dopiero od tej daty hobby to staje sie coraz bardziej popularne wsród Amerykanów.

– Ludzie zaczeli bardziej interesowac sie historia, szukac swoich korzeni, a poza tym wielu Amerykanów, zaczelo byc zmeczonych zyciem w duzych miastach, w ciaglym pospiechu, pod nadzorem – opowiada Carl.
– Te czynniki zadecydowaly o zrodzeniu sie idei, zeby wlasnie w taki sposób spedzac wolny czas. Ludzie, którzy tu przyjezdzaja to lekarze, adwokaci, menadzerowie, reprezentuja wszystkie zawody i wszystkie stany.
Jedno ich laczy – milosc do historii i chec odrzucenia, choc na chwile, pedzacej rzeczywistosci. I chyba to sie im udaje. Obserwujac ludzi, którzy spedzaja tu tych kilka dni w roku, nie mozna uciec od wrazenia, ze sa naprawde zadowoleni z tego, co robia. Usmiechnieci, przez pierwsza czesc dnia oprowadzaja tury-stów po swoich namiotach, opisuja czynnosci, jakie wykonuja, graja z nimi w gry, w które grali ich przodkowie. Zawsze sa dostepni i co ciekawe nawet nie mysla, by zarabiac na tym pieniadze. Po prostu ucza ludzi historii i to w najlepszy sposób, jaki mozna sobie tylko wyobrazic, poprzez wciaganie ich w przeszlosc. Kazdy wita sie, uzywajac najczesciej francuskiego, rozmawia wplatajac kilka starodawnych sformulowan, zaprasza na poczestunek i napitek.

Opisujac swoje oprzyrzadowanie, wyrabiajac kule do muszkietów, robiac liny czy cerujac skarpety zawsze opowiadaja o tym, jak to 200 lat temu ich przodek w ten sam sposób spedzal dzien. Zadowolone dzieci beztrosko biegaja po biwaku, bezpieczne, szczesliwe, ze moga wyrzadzic komus jakas psote. A rodzice tez czuja sie lepiej, kiedy moga za te psote wlepic dzieciakowi klapsa i nie boja sie, ze stana za to przed sadem.

Niektórzy z gosci troszke oszukuja – smieje sie Carl – spia na plastykowych matach, czy maja coolery pelne puszek Coca-coli, ale to przeciez zabawa i kazdy podchodzi do niej na wlasny sposób. Grunt, ze nie przeszkadzaja innym i zawsze po sobie zostawiaja porzadek. Niektórzy sa lepiej przygotowani od innych, a i zdarzy sie paru, którzy tylko chca przyjechac by rozbic namiot i pospac. Ale jak zauwaza Carl z roku na rok ludzie sa coraz lepiej wyedukowani i coraz bardziej zaangazowani w cale przedsiewziecie.

Po godzinie 17:00 nikt z obcych, czyli turystów, nie ma wstepu na teren obozu. Zapalaja sie ogniska, slychac piosenki i wtedy to wlasnie kazdy stara sie uchwycic chwile dla siebie. Bez zadnych intruzów z terazniejszosci najlatwiej poczuc zapach historii, który wydobywa sie z zapalonego ogniska. Dla ulamka sekundy niepewnosci, „czy to sen, czy to jawa?”

Ludzie przyjezdzaja tutaj i brudni, w staroswieckich strojach, poobijani po nocy spedzonej w zakurzonym kocu, ciesza sie jesli uda im sie na chwile spelnic ich marzenia. Szkoda tylko, ze za moment przejedzie kolejny Pickup, który szybko rozwieje niesamowity nastrój chwili.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii esej, historia, literatura, usa i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s