Polska macocha i polonijny Kopciuszek

Polska macocha
i polonijny Kopciuszek

    Radosc, ciekawosc, euforia. Nowe to, tamto, tyle innosci, odmiennosci. Wszyscy ludzie z poczatku, nawet rodacy, jakby za tafla szklana. Wrecz czuc, ze ich zycie jest inne, bo oni juz tutaj przez tyle lat… Oni wiedza, co trzeba wiedziec, umieja, co trzeba, znaja sie. Maja jakis krag znajomych, jakies codzienne klopoty, radosci, smutki i zyja w poczuciu jakiegos cyklu. A my, tacy z niczym jeszcze nie obeznani, wypelnieni tylko po brzegi oczekiwaniem i dziecieca ciekawoscia, która otwarta paszcze smoka potrafi wziac za brame do cudownego ogrodu. Takie sa pierwsze dni emigracji. Rzeczywistosc zaczyna sie wsaczac waskimi, potem coraz bardziej obfitymi struzkami do naszej swiadomosci dopiero po jakims czasie. Przychodza pierwsze rozczarowania i pierwsze olsnienia, nieuniknione porazki, wypraco-wane sukcesy. Nie zauwazywszy nawet, jak mieknie i roztapia sie szklo oddzielajace nas od „innosci” nowego swiata, sami stajemy sie tymi „innymi”, którzy z dostepnych sobie klocków buduja emigracje – swoja prywatna i szersza, srodowiskowa. Przestajemy byc czynna czescia Polski, stajemy sie czescia Polonii.

Zaczynamy zadawac sobie pytanie kim jako Polonia jestesmy – dla siebie, dla Polski i dla swiata.

Z pewnoscia nigdy nie straci ono na wazkosci, ale sa okresy w zyciu, kiedy powinno sie je sobie (i innym) zadawac czesciej i uporczywiej domagac sie odpowiedzi. Takim okresem na pewno byl czas ostatniej kampanii wyborczej na prezydenta. Z punktu widzenia spolecznosci polonijnej byla to bowiem nie tyle nawet próba zaangazowania emigracji w sprawy ojczyzny, co jej zaangazowania w sprawy emigracji. A wiec byla to okazja, by przekonac sie, ile dla tej ojczyzny znaczymy, co o nas wie, jak bardzo jej na nas zalezy. I nie chodzi nawet o to, ze istnieje potrzeba jakis wielkich deklaracji. Raczej o to, by uwzgledniono nasz glos, uzyczono nam ucha. Nie sposób oszacowac dokladnie ile Pola-ków oraz osób polskiego pochodzenia mieszka dzis w Stanach Zjednoczonych. Bezpiecznie bedzie jednak powiedziec, ze jest to ponad 2 miliony osób. Zalozywszy, ze aktywny kontakt z krajem utrzymuje tylko czwarta czesc tej grupy, to i tak daje to niebagatelna liczbe pól miliona osób. Na mapie mozna znalez panstwa, które licza mniej mieszkanców, a wszyscy respektuja ich odrebnosc, prawo do kultury, ideologii, do stanowiska na arenie miedzynarodowej. Nie tylko wypadaloby, ale wrecz nakazuje to poczucie wlasnej godnosci i tozsamosci, by miec swój glos, swoja opinie i nie dac sie pomijac. Niestety, powolujac sie na zachowanie polskich polityków mozna stwierdzic,

ze Polonia nie ma ani takiego glosu, ani wlasnej tozsamosci.

Mialam okazje odwiedzic Polske w okresie najwiekszej przedwyborczej goraczki, na miesiac przed samymi wyborami. Oprócz Lecha Walesy, który do Polonii amerykanskiej na co dzien zywi osobisty, cieply i serdeczny stosunek, nikt inny nie zadal sobie trudu zaangazowania w wybory rodaków zza oceanu. Dla panów: Kwasniewskiego, Olechowskiego czy Krzaklewskiego moglibysmy nie istniec. Odnosi sie wrecz wrazenie, ze gdyby nie polonijne zaplecze finansowe, nikt w ogóle by sie nami nie interesowal ani naszymi pogladami, ani kultura, ani aspiracjami, ani naszymi osiagnieciami. Prawda, ze smutne? A przeciez na tym nie koniec. A co z faktem, ze my, pomimo calej groteskowosci i niepowaznosci tej sytuacji, sami na nia przystajemy? Przyzwyczailismy sie do tego, iz ojczyzna traktuje nas po macoszemu i ze w najwazniejszych kwestiach mozna nas pomijac, wrecz odwracac sie do nas plecami. A mimo wszystko, gdy tylko nastapi kolejne skinienie palcem, biegniemy do niej z wywieszonym jezykiem niczym pies do pana?
Cofnijmy sie w czasie.
To prawda, ze

byl taki okres, kiedy relacja Macocha-Kopciuszek rzeczywiscie miala racje bytu.

W momencie, gdy polska emigracja w USA w przewazajacej wiekszosci byla emigracja „za chlebem” i aktywne rozciaganie polskiej polityki az za ocean rzeczywiscie nie mialo wielkiego sensu. Emigranci, skupieni na zapewnieniu so-bie i swoim rodzinom warunków przezycia ani nie byli ta polityka zainteresowani, ani nie odczuwali jej braku. Skoro decyzja o emigracji najczesciej byla decyzja nieodwracalna, Polska przestawala byc punktem odniesienia i przeksztalcala sie bardziej w koncept etniczny niz realny rozwijajacy sie byt. Ponadto decyzje polityczne podejmowane w kraju nie mialy tej samej sily oddzialywania na zycie polskich emigrantów, jakie potencjalnie maja dzisiaj. I fakt przynalezenia wspólczesnej Polski do kregu swiatowych demokracji i do „globalizujacych sie” gospodarek, odksztalca stare szablony wspól – lub niezaleznosci miedzy ojczyzna, a emigrantami. Dzisiejsza Polonia nie jest juz Polonia „sienkiewiczowska”. Stanowi obecnie mozaike wszystkich stanów i profesji, wszystkich kregów umyslowych i finansowych. Skupia w sobie takze pokazna liczbe tych, którzy jeszcze w Polsce zaliczali sie do elity intelektualnej i po nalozeniu plaszcza emigranta wcale nie zaprzestali swoich twórczych i profesjonalnych poszukiwan. Wiazac emigracje bardziej ze zmiana miejsca zamieszkania niz swiadomosci, chca i staraja sie nadal uczestniczyc w zyciu kraju rodzinnego, dzielic sie z nim swoimi osiag-nieciami. Zdawac by sie wiec moglo, ze wiekszosc dawnych ukladów sie zdezaktualizowala i ze wyskoczylismy ze starej bajki.
A jednak…
Wydaje sie, ze przyczyn stanu naszego ciaglego zmacoszenia jest kilka, a najwazniejsza jest chyba ta, iz to my sami ciagle

mamy niezdrowy i sluzalczy stosunek do ojczyzny nad Wisla.

W przeciwienstwie do innych narodów, w których emigracja najczesciej odnosila sie do sfery zainteresowan prywatnych i laczyla sie z decyzja o poprawie stanu majatkowego, emigracja polska nazbyt dlugo laczona byla z polityka. Polak wyjezdzal za granice, zeby tam nadal sluzyc ojczyznie i zniewolonym przez obce mocarstwa rodakom. Ewentualna poprawa statusu majatkowego byla sprawa wstydliwa, jezeli wrecz nie stanowila tabu w pewnych kregach. Specyfika polskiej mentalnosci wytworzyla ponadto schemat, w którym miernikiem patriotyzmu wujka z Ameryki byla pomoc ubogim krewnym w ojczyznie. I to pomoc nie dobrowolna, lecz wrecz obowiazkowa. Jednoczesnie krewni w Polsce przyzwyczaili sie, ze ze swojej strony nie winni sa wujowi nic, no… moze troche goscinnosci, gdy przyjedzie w odwiedziny na stare smieci. Polonia potrzebna byla wiec Polsce o tyle, o ile wspierala ja i dzwigala finansowo w trudnych momentach. W pozostalych sektorach: intelektualnym, kulturalnym i politycznym ojczyzna (takie przynajmniej panuje przekonanie) radzila sobie sama, zadzierajac przy tym swój bardzo sarmacki nos w poczuciu wyzszosci nad wszystkimi tymi, którzy nie zamieszkuja w jej granicach. Czy zastanawiali sie Panstwo kiedykolwiek nad tym, co by sie stalo, gdyby w tzw. potrzebie (prawdziwej lub mniej) Polonia nie pomogla? Ilu bysmy sie wtedy doczekali krzyków, wrzasków i oskarzen o zdrade narodowa? Dlaczego ta sama machina (oskarzen) nigdy jednak dotychczas nie zadzialala, i póki co nie zanosi sie na to, ze zadziala na korzysc nas, emigrantów? Czy notoryczne odsuwanie nas na dalszy plan, czy wrecz ignorowanie, to nie zdrada? Wiem, ze nie wypowiem tutaj niczego nowego, twierdzac, ze na podobny stan rzeczy pozwala tez wewnetrzna slabosc srodowiska polonijnego.

Brakuje nam zorganizowania

(chociaz akurat tutaj coraz bardziej przydatny okazuje sie Internet) i chyba odwagi, by umiec dobijac sie o swoje prawa, czy tez powiedziec nie. Nie chce dociekac jakich to z kolei kompleksów czy rysów narodowych moze byc wynikiem. Faktem jednak jest, ze indywidualnie jako spolecznosc etniczna w USA, jestesmy watlymi i kruchymi orlami. Bo czy ktos potrafi mi na przyklad wyjasnic, dlaczego do tej pory Polonia nie doczekala sie np. ogólno-amerykanskiego (tzn. dostepnego bez szczególnych akrobacji techniczno-finansowych) programu telewizyjnego w jezyku polskim, stacji radiowej o wiekszym niz jeden stan zasiegu, czy chocby jednego, wiazacego nas wszystkich polonijnego tytulu prasowego? Prosze sie rozejrzec, które z innych grup etnicznych, mimo iz nawet nie tak rosle liczebnie jak nasza, maja i jedno, i drugie, i trzecie… Czy chcemy to przyznac czy nie, nasz wizerunek zewnetrzny to odbicie sily (czy raczej niemocy) wewnetrznej. Kto bedzie sie z nami liczyl i na nas polegal, jezeli sami nie bedziemy umieli sie ze soba ani liczyc, ani ufac sobie nawzajem. Stereotyp polskiego emigranta-glupka, jaki do tej pory nader zywo pokutuje wsród zatrwazajacej wprost ilosci umyslów w USA i na swiecie, nie ulegnie zmianie, jezeli sami sie o to nie postaramy.
Wreszcie uwazam, o czym juz nadmienilam, ze temu stanowisku

winne sa tez polskie media.

Czy to dla wygody, czy moze raczej z leni-stwa Polonia nie jest w nich odpowiednio reprezentowana. Reflektory studyjne (bez tego glównego) oswietlaja scene polonijna tylko wtedy, gdy pojawia sie sensacja. Polski doktor z Ameryki z powodzeniem leczy nowotwory, polski racjonalizator zbudowal genialny energooszczedny samochód, albo ksiazka polskiego autora okazuje sie przebojem na rynku ksiazek dla dzieci. Ale i wtedy informacje podawane sa w ten sposób, ze wsród polskiej publicznosci budzi sie raczej uczucie zazdrosci niz dumy. Polski lekarz i racjonalizator wyksztalcili sie przeciez w Polsce, w pewien sposób niecnie wykorzystali wiec ojczyzne, nie pozwalajac jej korzystac z plonów swej pracy. Zas w twórczosci polskiego pisarza natychmiast znajda sie skazy warsztatowe, które na rynku polskim bylyby nie do przyjecia. Sluze równiez przykladem osobistym. Niedawno polska stacja Polonia z Wroclawia, w ramach informowania rodaków o poczynaniach amerykanskiej Polonii, wyemitowala program telewizyjny, który wraz z Edmundem Lewandowskim i Jerzym Lobaczem nakrecilismy w San Francisco prawie trzy lata temu. O to, by programy, które tworzylismy przesylac do polskiej telewizji i emitowac w miare na biezaco, zabiegalismy dlugo i bezskutecznie. Puszczanie programu z kilkuletnim poslizgiem nie tylko mija sie z celem, ale jest wrecz spotwarzeniem. Na podobnej zasadzie, czyli „latania napredce dziur”, puszcza sie tylko przebrzmiale przeboje i filmy animowane dla dzieci. Na interwencje szkoda bylo czasu. Znudzony glos po drugiej stronie aparatu telefonicznego i tak przeciez poinformowalby nas, ze powinnismy sie cieszyc, iz w ogóle cos poszlo. No wiec powinnismy sie cieszyc, ze w ogóle sie o nas (od czasu do czasu) wspomina (nie ma znaczenia w jakich kontekstach ani jak rozlegle) i ze slowo Polonia pojawia sie w slownikach i encyklopediach. W tym swietle brak jakichkolwiek gestów ze strony kandydatów na prezydenta w naszym kierunku to przeciez nic takiego, tak powinno byc… Podobnie, jak prawidlowa reakcja rodaków bedzie pomówienie nas o zdrade narodowa, jezeli tylko wyjdzie na wierzch, iz ktos z nas nie poswiecil trzech dni na przejechanie trzech stanów tylko po to, by w Chicago, Nowym Jorku czy Los Angeles zaglosowac na polskiego prezydenta.
Kim zatem jestesmy?
Dokad zmierzamy? O co nam chodzi?

 


Polonia – Cinderella
And Her Polish Stepmother

    Curiosity, joy and euphoria. Everything is new and different after you arrive to the States. People here – even Polish expatriates – seem to be behind a sheet of glass. The lives Polish migrants have here does not have much in common with the lives they led in Poland a long while ago. They adapted here. They know what they are supposed to know, have skills they need and somehow get by. Their lifestyle is rhythmic and predictable. It comprises everyday chores and problems, some joy and sometimes sorrows. The newcomers, totally unfamiliar with the hosting country, are full of expectations and hopes. Their childish curiosity does not notice the open mouth of a dragon; they think that it is the entrance to a beautiful garden. The very first days after arrival are like that. Soon, the reality reaches us with its small and timid streams. Later the American reality is like an overwhelming and powerful waterfall. We experience first disappointments, first falls and first hard-earned successes. We feel enlightened. We are not able to notice the exact moment when the sheet of glass disappears and we no longer are separated from the „new world”. We are becoming like others here, we are more and more like permanent inhabitants of this country. We do not belong to Poland anymore; we are part of Polonia.
We start to ask ourselves this very question:

Who are we as Polonia?

How do Poland and the rest of the world define Polonia?
These questions are always important but in certain circumstances we want clear answers urgently. Such circumstances were created during the last presidential campaign in Poland. Initially, in the eyes of Polonia the campaign not only could have created right opportunities for involvement in political matters of the Motherland but also brought attention of the Motherland to the vital matters of American Polonia. It was the occasion to find out how much Poland knows and cares about the Poles living abroad. I do not mean any official declarations here. All Polonia ever wants is to take its opinions into consideration. Put it simply, we want our voice to be heard in Poland. It is hard to estimate how many Poles and people of Polish origin live in the United States today. We can say that their number is probably higher than 2 million people. Taken that only one fourth stays connected to the Motherland, a number of half a million people is still impressive. There are countries where the number of inhabitants is even lower, yet the outside world respects their distinct culture and their place in the international political arena. If Poles living abroad want to respect themselves and their national identity they feel compelled to express their opinions about Polish political life. These opinions should not be ignored in Poland. Unfortunately, the attitude of Polish politicians presented during the recent campaign indicates that:

Polonia does not have a voice nor even an identity

I had the opportunity to visit Poland at the peak of the presidential campaign: one month before the election. My impression was that none of the candidates seemed to care about the votes of Poles who live abroad. The only exception was Lech Walesa, who is known for his warm and friendly relationship with American Polonia. For the candidates such as Kwasniewski, Olechowski and Krzaklewski, the existence of Polonia was of little importance. One could draw the conclusion that only the financial support of Polonia mattered to the presidential candidates. The candidates failed to notice opinions, achievements, aspirations and distinctive culture of Polonia. The relationship between Polonia and the Motherland is grotesque. Ironically, Polish emigrants have learned to accept that Poland has ceased to be their Mother and has become their stepmother. When vital aspects of Polish political life are discussed, the opinions of Polonia are not taken into consideration. Polish stepmother may turn her back on us, yet we still run to her whenever she calls us. We are like a devoted little dog who is always ready to please the indifferent owner. Let’s take a step back in time. It is true that:

There was a time when the patronizing attitude of the Polish stepmother towar-ds Cinderella could be easily justified.

The very first Poles who settled in the States left their home country out of poverty. At that time it made little sense to include this group of people in the political life of Poland. People who migrated to the States were mostly focused on their survival in a foreign country. They led very self-contained lives and were not caring much about politics. They did not feel deprived of the attention of the authorities in the motherland. At the time the decision about emigration was irreversible. Once emigrants started living abroad they could not perceive Poland as their main point of reference. For them Poland became more like a theoretical ethnic concept rather than real and dynamic being. Political decisions made in Poland made no impact on Polish people living in America. Today the situation looks completely different. Poland belongs to the democratic world and cannot escape the process of globalization. The old concepts of independence or interdependence between Polonia and the motherland cannot be applied anymore. Contemporary Polonia is nothing like Polonia described by Henryk Sienkiewicz. Today’s Polonia is a mixture of various social strata and professions. Poles in the States are not homogenous in terms of education and financial power. Polonia also includes people from Polish intellectual elites, for whom emigration does not mean the end of artistic and intellectual creativity. They define emigration as a change of place of residence rather than a change of mentality and consciousness. They still want to take part in the political and cultural life and Poland. They want to be noticed and admired for their achievements. There are several reasons why Poland has become a stepmother towards us. The most important one is the fact that:

we still express our servility towards Poland in a very unhealthy way.

In most countries the decision about emigration is a private choice stimulated by the possibility of improving the life conditions of people who move to another country. Emigration from Poland used to be treated as political emigration and this image persisted for much too long. Popular imagination has it that when Poles leave the motherland they continue to serve it. Leaving Poland should be justified only when it means freeing yourself from political influences of powerful neighboring countries. Emigration for economic reasons was something to be ashamed of. This subject became the taboo in certain circles of people. Specific Polish mentality elaborated the schema in which:

helping the poor relatives in Poland was the main indicator of patriotism.

This help was not supposed to be voluntary but compulsory. The relative in Poland learned to take this help for granted, giving nothing in ex-change. Oh, not exactly…the relatives could be very hospitable if the rich uncle visited them in Poland. The motherland needed Polonia only for financial assistance in difficult times. In all other sectors: intellectual, cultural and political, Poland presented its superiority over all those who chose to live outside its borders. If Polonia failed to provide financial help in a critical situation Poland would accuse her stepdaughter of betrayal. Why is this mechanism useless when the interests of Polonia are ignored? Isn’t it betrayal when Poland notoriously fails to notice us? One can easily attribute this „status quo” to the fact of the structural weakness of Polonia

We are not organized, although with the mighty internet this may improve.

Nevertheless, Polonia-Cinderella does not have the courage to demand the respect for her rights. Polonia does not know how to say „No!” to her Polish stepmother. Perhaps Polonia is not able to overcome her old complexes and low self-esteem. The result of this neurosis is that Polonia looks very anemic when compared to other ethnic communities. Polonia does not have TV or radio programs that are more than local. The same can be said about press publication. There is no single publication that is available in more than one or two states. When other ethnic groups have all of the above our public image reflects internal powerlessness. Who will respect us if we are not able to appreciate or trust people within our ethnic group? The ste-reotype of the stupid Polack will persist in the American mentality unless we prove what we are worth.

Polish media are not without blame.

Television in Poland expresses no interest in Polonia, unless something totally unusual happens. Polonia is mentioned only when famous Polish physician successfully treats cancer or when Polish author publishes a best seller in the States. The way such news is presented provokes jealousy rather than appreciation and pride. In Poland people think that the famous doctor or writer received their education in Poland, but has failed to serve Poland. They simply took advantage of their motherland. Soon, public opinion in Poland notices that the author who succeeded in the States could never publish in Poland due to his imperfect style of writing. Let me give you a more personal example. Recently, TV in Wroclaw presented a program about the affairs of Polonia. The program was shot in San Francisco three years ago. Edmund Lewandowski, Jerzy Lobacz and I were the authors of the program. We tried to present our documentary right after we finished it but all our attempts were met with indifference. What was the point of presenting this film after it was held on the shelf for so long? When we demanded an explanation, the station in Wroclaw dismis-sed us. In their opinion we should be happy that our program was presented at all. So, we should be happy whenever Poland notices Polonia, regardless what the context is. The word „Polonia” is present in Polish dictionaries and encyclopedias. We should not be surprised that presidential candidates did not communicate with us; why would they need to do that? This is how things are supposed to be. Again, people in Poland will have every right to accuse us of betrayal if they found out that some of us did not travel through three states to Chicago, New York or Los Angeles in order to give a vote for the Polish president.

Who are we then? Where are we going? What is our goal?


Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii kultura, kultura polska, literatura, Polacy w USA, Poland, polonia, polonia w usa, Polska, społeczeństwo, społeczność, usa i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s