Kobiety, ach te kobiety

Czesc V i byc moze nie ostatniakobiety2

Wprowadzenie
Ostatni odcinek artykulu o kobietach dotyczyl epoki Odrodzenia, czyli Renesansu. Staralem sie w nim ukazac typowe obrazki z tego okresu, które dalyby Czytelnikom posmak tamtych czasów. Ukazalem wiec typowa dla minionej epoki postac poety z Czarnolasu, który gros swojego zycia spedzil pod lipna lipa przy boku swej umilowanej malzonki. Nie zabraklo tez czarnoksiezników w rodzaju Twardowskiego i róznego rodzaju czarownic, które wówczas, po wprowadzeniu produkcji potokowej, tasmowo palono na stosach.
Biezacy odcinek zostanie poswiecony czasom Oswiecenia i dotyczyc bedzie „saskich ostatków”. Zostanie w nim przedstawione nastawienie empiryczne spoleczenstwa i uwypuklona siec intryg, jakie plec piekna rozsnula nad plcia odmienna, która pomimo swego panowania nad calym swiatem nie miala nic do powiedzenia (a nawet do rzadzenia) we wlasnym domostwie. A wiec do dziela.
Alea iacta est (kosci zostaly rzucone)! – jak powiedzial Cezar, rzucajac przez Rubikon kosci szwendajacym sie psom.

Aby zrozumiec doglebnie epoke Oswiecenia nalezy najpierw zapoznac sie z sytuacja spoleczno-polityczna tamtych czasów. Cóz to byly za czasy w „czasach saskich ostatków”? Otóz ówczesne spoleczenstwo dzielilo sie na dwie kategorie: oswiecona i sentymentalna. Nad pierwsza wladze sprawowaly doswiadczenie, zdrowy rozsadek i racjonalizm, a nad druga – sentymentalizm, czyli tzw. uczucie. Pierwsza kategoria, zblizona do kól kamaryli dworskiej, grupowala sie przy poszczególnych dworach saskich, a ta druga przesiadywala przewaznie na „wsi spokojnej, wsi wesolej” lub pasala bydelko na lesnych polanach w oto-czeniu niezeliczonych zastepów nimf i faunów.
Z tego podzialu spoleczenstwa wzielo sie zapewne slynne powiedzenie: „Jedni do Sasa, drudzy do lasa”. Osoby z doswiadczalnego bloku politycznego zwano empirykami czyli racjonalistami. Za najlepsze narzedzia ludzkiego poznania uwazali oni „szkielko i oko” (patrz: Mickiewicz). Taki naukowiec-racjonalista nie przepuscil niczemu i nikomu. Musial dokladnie zbadac kazde boskie czy nieboskie stworzenie. A co dopiero sie dzialo, gdy dopadl z lupa (szkielkiem) w reku jakiejs mlodej podwiki?
Jeden z takich naukowców imieniem Prot, nie baczac na zadne konwenanse, nurzal sie wprost pomiedzy falbanami, kokardami i koronkami pewnej dziewicy Dorotki i nie popuscil, dopóty nie zglebil i nie posiadl wszystkich tajemnic jej organów pod wzgledem ich ” funkcyi i lokomocyi”. Z tej to przyczyny:

Oskarzyla przed sadem pacholika Prota
O gwalt sobie zrzadzony, dzieweczka Dorota;
„Trzeba bylo – rzekl sedzia – w takowym przypadku
Gryzc, tluc, drapac i zabic zuchwalc w ostatku.”
„Prawda – odpowie owa,
W zlosci tom zrobic gotowa,
Ale mosci dobrodzieje,
Nie mam sily, gdy sie smieje.”

Dzieki takim zazartym doswiadczynskim rozkwitly jak grzyby po deszczu rózne arkana wiedzy i nauki, a ludziska przyszli nareszcie po rozum do glowy. Nawet nasza Matka-Ziemia mogla wreszcie spokojnie ruszyc z kopyta, a caly swiat zaczal sie krecic, bo zdjeto klatwe z dziela nieboszczyka Kopernika. Sascy racjonalizatorzy zaprowadzili w szla-checkiej Polsce rózne mody. Zajmijmy sie wiec niektórymi z nich, aby blizej poznac zycie i obyczaje naszych pradziadów.
Jedna z mód wprowadzonych przez Sasów byla moda pijanstwa i obzarstwa, która przetrwala do naszych czasów. Król August Mocny pochlanial wprost niezliczone ilosci alkoholu. Jeszcze dzisiaj pokutuje powiedzenie: „Za króla Sasa jedli, pili i popuszczali pasa”. Biedni poddani zmuszeni byli czynic to samo, a w szczególnosci zacni mezowie.
Aby zadoscuczynic kanonom panujacej mody i przypodobac sie królowi, pochlaniali olbrzymie ilosci piwa, wina i gorzalki. Poswiecali sie do tego stopnia, ze pili nawet, aby uczcic dzien imienin swoich zon! Na dowód, ze nie zmy-slam, przytocze w tym miejscu slowa jednego grzesznika, które z kolei przekazal mi w wielkiej tajemnicy jego spowiednik – biskup Ignacy Krasicki:

„Upilem sie onegdaj dla imienin zony.
Nie zal mi tego bylo.
Dzien ten obchodzony
Musial byc uroczyscie.

Dobrego sasiada
Niezle czasami podpoic.

Jejmosc byla rada.
Wina mielismy dosyc, a ze dobre bylo,
Cieszylismy sie pieknie i niezle sie pilo.

Trwala uczta do switu…”

Pilo sie wtedy na zdrowie i za zdrowie wszystkich i na oczach wszystkich, a kochane i litosciwe jejmoscie parzyly rankiem ziólka i wyciagaly z domowych apteczek zapasy absyntu i róznych ziolowych nalewek na spirytusie, aby umilowany pan maz mógl spokojnie wybic klin klinem. Niestety, ten modny nawyk nie przestal nekac naszych kochanych mezów do dnia dzisiejszego. Obecnie upijaja sie jednak inaczej, przewaznie bardziej skrycie przed okiem zon. Posluchajmy w tym zakresie znawcy tematu – Ludwika Jerzego Kerna:

„W ogóle
Patrzac wzdluz i wszerz,
To kazdy ma swój kacik.
A my, Polacy,
Co mamy?
My, Polacy, mamy bramy.
O, jak nam blogo w cieniu bram,
Gdzie zonin wzrok nie siega.
Przeciag zakaska jest nam tam,
A korkociagiem – reka.
Gul – gul – gul
Zawartosc splywa ladnie.
W bramie sie czujesz jak ten król.
Pluc mozesz, gdzie popadnie”.

Moda ta, której przyklaskiwala cala ówczesna kamaryla dworska i holdowala cala brac szlachecka, rozpowszechnila sie takze wsród chlopstwa. Doszlo nawet do tego, ze sztuce picia poswiecali sie nie tylko chlopi, ale tez ich baby zaczely rej w niej wodzic. Ronilo nad tym po karczmach rzesiste lzy cale chlopstwo, ale czynilo to po cichu, aby przypadkiem nie oberwac od krewkich malzonek jakims narzedziem np. orczykiem od wozu.

    Na udokumentowanie tego faktu przytocze ponizej autentyczne slowa pewnego anonimowego piosenkarza – wajdeloty:

Ges pierze* na jeziorze
Na lipowym moscie,
Chlop orze – na ugorze,
zona pije w miescie.
Ona jedzie z miasta
Pokrzykujacy,
A on idzie z roli
Poplakiwujacy.

* pierze – bije skrzydlami

Nie dziwota, ze takie uwlaczajace zachowanie wlasnych bab upokarzalo bardzo mezczyzn-chlopów. Uzalali sie wiec po karczmach calymi dniami na swój srogi los przy wódce-pocieszycielce, a jejmoscie codziennie taskaly gorace jagly w glinianych garnkach owinietych lnianym splachetkiem, aby tylko mezulkowie mieli ciepla strawe i mogli zaoszczedzic pare szelagów na gorzale.
Ci ostatni pozwalali laskawie pozostac swym polowicom i posilic sie resztkami z miski i dzbanka. Potem ruszali w tany ze swymi jejmosciami. Muzykant w karczmie rznal skrzypce od ucha do ucha, a poza nia w oplotkach mlodziez oczekujaca wyjscia ojców bawila sie wesolo w drzewo i pile w mysl fraszki Sztaudyngera: „Ty jestes drzewem a ja pila i rzniemy sie, ze az milo”. Po miastach zas mieszczki donosily pozywienie panom-mezom do miejscowych domów lekkich obyczajów, aby przypadkiem nie opadli z sil. Te przyjazne dla meskiego stanu zwyczaje nie dotrwaly do naszych czasów ze wzgledu na likwidacje za komuny zarówno karczm, jak i zamtuzów. Rzadki jest tez obecnie zwyczaj bijania zon dla ich zdrowia po powrocie z pijatyki. Spytacie: dlaczego dla zdrowia? Trzeba Wam wiedziec, ze staropolskie przyslowie mówi wyraznie:
„Jak sie zony nie bije, to jej watroba gnije”. Nic dodac, nic ujac.

W czasach Oswiecenia wielkiemu przeobrazeniu uleglo zycie rodzinne i erotyczne naszych pradziadów. Zapanowala wtedy nagminnie moda na struganie kolków i przyprawianie rogów na glowie przez jejmoscie swoim jegomosciom. Namnozylo sie wtedy tej zwierzyny plowej co niemiara. Król zostal nawet zmuszony wydac specjalny edykt, który dawal wytyczne mysliwym jak odróznic jelenia z przyprawionymi rogami od takiego z rogami stalymi. Nie dosc, ze mezowie-jelenie musieli dYwigac ciezkie poroze, to jeszcze zagrazalo im wystawienie na odstrzal. Wszystko to dzialo sie za sprawa mody, która wówczas zalecala zawieranie zwiazków malzenskich w póznym wieku.

„Czesto niewinne zony malzonkowie winia,
Ize im rogi na lbie jak satyrom czynia.
Lecz kazdy niech swej spyta; wiem, tak mu odpowie:
„Niech bedzie róg, gdzie trzeba, nie bedzie na glowie!”

Nie zdawali sobie sprawy sedziwi wiekiem mezowie-rogacze, ze stary maz mlodej zony podobny jest do introligatora – oprawia ksiazke, która inni czytaja. Staropolskie przyslowie mówi tez dobitnie, ze „gdy stary pojmie mloda oblubienice, zasiewa dla cudzych wróblów pszenice”. Na pocieszenie rodzajowi meskiemu musze dodac, ze mezczyYni i tak maja szczesliwsze zycie od kobiet – zwykle pózniej sie zenia i wczesniej umieraja.
Nie tylko powazni wiekiem mezowie mieli problemy ze swymi matronami, ale takze mlodsi ze swymi bialoglowami i podwikami. Jakich rozkoszy i katuszy doznawali z rak plci pieknej w swych alkierzach, to sie wprost w glowie nie miesci. Trzeba wiedziec, ze ówczesne alkierze spelnialy w zyciu spoleczenstwa wieksza role niz dzisiejsze sypialnie. Posluchajmy poety z tamtych czasów, co mówi o tym przybytku:

„Alkierzyku, tys serca mego
Tlumaczem niewidomego,
Tys mym zwyczajem gospoda,
Tys mym frasunkom ochloda,
Tys wszech rozkoszy skarbnica,
Tu modlitw mych swiatnica,
Tu pracowitej zabawy
Warstat, tu mnie klasztor prawy,
Tu ja, Juno, z laski twojej
Bywam ojcem plci obojej,
Tu mie Wenus mezem czyni
I Lotny Kupido przy niej,
Tu i mie wolnosc z pany kladzie,
Tu sen w boskiej stawia radzie”.

Pomimo ze spoleczenstwo epoki Oswiecenia bylo nastawione do wielu spraw bardzo sentymentalnie, to za scianami rodzinnej alkowy góre bral zimny racjonalizm a nawet zwykle wyrachowanie. Poniewaz w tamtych pruderyjnych czasach nie wypadalo mówic wprost o seksie, wiec Ignacy Krasicki z Adamem Naruszewiczem wyszli tym problemom naprzeciw i wymyslili modne bajki z moralami, z tym, ze nie dla dzieci. A oto jedna z nich autorstwa Naruszewicza.

Jurny wróbel z czarna latka
Upedzal sie za dzierlatka.
I slowik sie do niej palil,
A chcac rywala odsadzic
Czulosc swoja przed nia chwalil:
„Nigdy nie znam co to zdradzic.

Zawszem jest dla ciebie staly,
Te ci pienia bede nucic,
Które bogów zachwycaly,
I wszystkie sily bede na to lozyl”
” A ja – rzekl wróbel – bede cie chedozyl”.
I zaraz spór rozsadzony,
Wróblowi kazano zostac,
Slowik z glosem odpedzony,
Oto kobiet naszych postac”.

W sprawach tzw. lózkowych obowiazywaly wówczas brac szlachecka sztywne konwenanse, do których musieli sie dostosowac zarówno mlodzi jak i starzy wiekiem. Pan maz spragniony erotycznych doznan musial pasc na kolana przed lozem w alkierzu i wypowiedziec sakramentalna formulke:

„Acz gwoli, swawoli ludzkiego rodzenia plemienia, racz mi ascka uzyczyc swego przyrodzenia”. I ascka przewaznie uzyczala, albo… i nie!

Podsumowujac ta ciekawa epoke z panujacym wszechwladnie empiryzmem i sentymentalizmem, nalezy podkreslic, ze chocby nie wiadomo co bedziemy wygadywac na plec nadobna, to trzeba wiedziec, ze dla mezczyzny, kobiety sa tym, czym zagle dla zaglowca – nie poplynie bez nich.
Alex

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii człowiek, education, esej, historia, kobiety, kultura, kultura polska, społeczeństwo i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s