Łap złodzieja!

zlodziej01Obserwujac opinie Polakow w kraju o stanie swej ojczyzny, zauwazam, ze panuje wsrod nich obsesja na temat zlodziei. Przedmiotem obsesji nie sa zlodzieje pospolitego gatunku szanujacych sie profesji kasiarzy czy kieszonkowcow, ale malwersanci i lapowkarze
o bialych kolnierzykach, podobno wywodzacy sie
z bylej nomenklatury, organow bezpieczenstwa, czy tez nowobogaccy przedsiebiorcy, ktorzy rozbijaja sie mercedesami i spedzaja wakacje na Wyspach Bahama czy Majorce. Nikt przeciez „uczciwy” nie moze miec takich duzych pieniedzy na takie wielkie ekstrawagancje – utrzymuja moi rozmowcy. Wedlug moich rozmowcow i korespondentow dominuje opinia, ze w Polsce „jest zle, bo kradna”.

A kto kradnie? – „Oni”. A komu jest zle? – „Mnie, bo nie kradne”.

Wracajac mysla do mego dziecinstwa z czasow okupacji hitlerowskiej zauwazam, ze to zjawisko nie jest bynajmniej nowe. Niemcy, po wymordowaniu zydow, ktorzy byli dogodnym celem propagandy, usilowali wprowadzic rozdzwiek miedzy miastem a wsia. Mieszczuchom mowiono, ze nie ma chleba, bo chlopi nie dostarczaja kontyngentow.

Po wojnie wladza ludowa wpajala ludziom przekonanie, ze za niedobory wine ponosza spekulanci i kombinatorzy. Kiedy „ludowa propaganda” stracila na efektywnosci na skutek starczego uwiadu i zaczela ludziom wychodzic bokiem, za biede i brak kielbasy spoleczenstwo zaczelo obwiniac zlodziejstwo PRL-owskiej nomenklatury, ktora jakoby budowala luksusowe wille i karmila dzieci niedostepnymi na rynku bananami.

Ciekawe jest, ze spoleczenstwo, mimo takich przekonan, wciaz glosuje na partie, ktorej przewodza ludzie z jej kregow. W kazdym z tych wypadkow spoleczenstwo bylo w bledzie, tak jak jest w bledzie w dniu dzisiejszym. Nie majac najmniejszych sympatii dla komunistycznej nomenklatury, musze powiedziec, ze ich poziom zycia byl siermiezny i pod wzgledem finansowym wzglednie uczciwy. Uczciwosc byla chyba wymuszona, ale duzych pieniedzy nie nakradli. Wille, jakie sobie budowali sekretarze partii, nie stanowily znaczacego uszczerbku dla ekonomii kraju. Natomiast bieda byla spowodowana obsesja wszystkich partii komunistycznych, ze centralne planowanie gospodarki jest lepsze od chaosu gospodarki rynkowej.

W systemie komunistycznej gospodarki bledy w inwestycjach byly mozliwe na monstrualna skale. Przykladem moze byc decyzja zaciagniecia olbrzymich zagranicznych pozyczek, ktore mialy byc splacane przez eksport nowych produktow do panstw bloku kapitalistycznego. Naiwny Gierek dal sie „wpuscic w maliny”, glownie z powodu wlasnej ignorancji o slabosciach „ludowej” gospodarki, slabej wydajnosci w produkcji, braku fachowcow w handlu zagranicznym i fatalnej struktury tego handlu scentralizowanego w Warszawie, a takze z powodu zacofanej technologii, ktora zachodni dostawcy ofiarowali na sprzedaz. Tylko bardzo naiwni mogli wierzyc, ze zagraniczny kontrahent sprzeda nowoczesna dokumentacje na produkt, z ktorym sam bedzie musial w przyszlosci konkurowac. W sytuacji wolnego rynku taki blad bylby mozliwy na skale jednego przedsiebiorstwa, ale nie na skale calego kraju.

Bladzace przedsiebiorstwo w kraju kapitalistycznym konczy bankructwem i jego plajta jest nauczka dla innych. W PRL-u blad Gierka stal sie gwozdziem do trumny calego systemu ludowej gospodarki, ale zaciagniete dlugi jeszcze dlugo beda Polacy splacac.

W III Rzeczypospolitej, na fali publicznego przekonania, ze za biede spoleczenstwa nalezy winic bogacacych sie kombinatorow, wyplynela juz nowa popularna partia polityczna „Prawo i Sprawiedliwosc”, ktorej przewodnim haslem jest oczyscic skorum-powana „stajnie Augiasza”, czyli „zapudlowac” mozliwie duza ilosc ludzi, ktorzy sie w ciagu ostatnich 10 lat wzbogacili.

Nikt nie zauwaza, ze podstawowym i koniecznym elementem do rozwoju korupcji jest „bizantyjska” siec przepisow, licencji i zezwolen, ktorymi zarzadza rzesza biurokratow. Niestety w przekonaniu wiekszosci Polakow brak przepisow powoduje balagan, a ich zwiekszenie usprawnia gospodarke.

Wynika to chyba z mentalnosci wyniesionej z czasow rosyjskiego i pruskiego zaboru. Trudno Polakom wytlumaczyc, ze sa w bledzie mimo, ze ci sami Polacy, odwiedzajac urzedy, spotykaja sie ze standardowa sugestia urzednika, zeby przyszli kiedy indziej, gdyz teraz pieczatka sie gdzies „zapodziala” albo „zabraklo” wlasciwego formularza. Wprawni petenci wiedza ze pod tym kodem kryje sie wiadomosc, ze biurokrata spodziewa sie zalacznika w postaci lapowki.

Zaostrzenie kar za lapowkarstwo, co proponuje „Prawo i Sprawiedliwosc”, nie rozwiazuje tego problemu. Drakonskie kary, o ktorych sie czyta w polskiej prasie, nakladane na przedsiebiorcow, ktorzy narazili sie Urzedowi Skarbowemu, sa walka z symptomami choroby, a nie z jej przyczyna. Zrodlem korupcji jest ilosc zezwolen i licencji, ktore mozna by wielokrotnie ograniczyc odbierajac w ten sposob biurokratom mozliwosci wymuszania okupu na petentach. Jesli chodzi o kary stosowane za przestepstwa finansowe w Polsce, to sa one drakonskie i z punktu moralnego niedopuszczalne. Ludzie siedza latami w aresztach sledczych, ktore z zalozenia nie powinny trwac wiecej niz 3 miesiace i byc ograniczone do tych wypadkow, kiedy przestepca jest grozny dla otoczenia. W wiekszosci wypadkow przestepcy finansowi maja zbyt duzo do stracenia, aby uciekac za granice, a jesli nawet uciekna, to stanowi to ulge dla kraju, ktory nie musi placic za ich wiezienny wikt.

Prokuratura zwykle tlumaczy koniecznosc aresztu „obawa matactwa”, co w nowomowie sadowych biurokratow Trzeciej RP znaczy, ze jesli zmiekczy sie czlowieka aresztem, to do jakiejs winy w koncu sam sie przyzna.

W wolnym kraju, gdzie szanuje sie podstawowe ludzkie prawo do wolnosci, prokuratura i organa sledcze winny miec juz dowody zebrane w momencie aresztowania, a nie prowadzic sledztwo po aresztowaniu.

W istniejacej sytuacji prokurator stosuje wiezienie jako metode psychicznej tortury na podejrzanym, ktory aby skrocic nieokreslony czas aresztu sledczego pragnie doprowadzic do procesu sadowego przez wymuszone przyznanie sie do winy.

Cale zalozenie moralne sadownictwa, opierajace sie na pojeciu, ze „czlowiek jest niewinny dopoki mu sie winy nie udowodni” zostalo w niby wolnej Polsce zupelnie odwrocone. Mozna powiedziec, ze w dalszym ciagu obowiazuje cyniczne powiedzenie stalinowskich prokuratorow: „Czlowiek jest – paragraf sie znajdzie.”

Przykladem tego jest mgr inz. Leszek Szlachcic, przedsiebiorca z Wroclawia, ktory wpadl w konflikt z prawem za jakies wykroczenia podatkowe czy finansowe. Wina, czy brak winy pana Leszka, jest mi nieznana i nie stanowi powodu do mego oburzenia. Czlowiek ten siedzi juz w „areszcie sledczym” w Krakowie, na ulicy Montelupich, ponad dwa lata, a raczej w szpitalu wieziennym, gdyz jest prawie slepy (zaawansowana glaukoma). Po roku od aresztowania, kiedy postepy sledztwa nie byly zadawalajace, aresztowano takze jego syna Jarka Szlachcica, studenta Politechniki Wroclawskiej, ktory wlasnie konczyl dyplom. Trudno sie oprzec przypuszczeniom, ze aresztowanie syna bylo forma nacisku psychicznego na ojca, aby sam sie oskarzyl. Podstawa aresztowania syna bylo, wedle tego co wiadomo, ze formalnie figurowal jako czlonek zarzadu jednego z przedsiebiorstw ojca. Dla balansu razem z synem aresztowano takze szwagierke Leszka Szlachcica, emerytowana bibliotekarke, ktora miala to nieszczescie, ze zamieszkala na emeryturze razem z rodzina Szlachcicow i ze podpisala jakis papier, ktory jej Leszek Szlachcic podsunal. Minal juz rok jak mlody Szlachcic siedzi w tym samym wiezieniu sledczym co jego ojciec i konca nie widac, gdyz sady sa szybkie, aby ludzi zamknac do „pudla”, ale opieszale, aby sprawy rozpatrywac. Ostatnio, podobno sad w Krakowie zdecydowal odeslac obydwu „podejrzanych” do wiezienia we Wroclawiu, gdzie wroclawski sad bedzie musial sie ze sprawa L. Szlachcica od nowa „zapoznac”. Rodzina Szlachcica oferowala kaucje, aby schorowany wiezien mogl odpowiadac z wolnej stopy i sie leczyc, lecz ta oferta zostala przez prokurature i sad odrzucona. Podejrzenia, ze ociemnialy Leszek Szlachcic ucieknie, albo bedzie „matal” dowodami winy sa smieszne, jesli sie go pamieta, jak poruszal sie na ulicy stukajac po omacku biala laska.

W innym wypadku, znanym mi z telewizji, zamknieto do wiezienia dyrektorow Stoczni Szczecinskiej pod zarzutem „niegospodarnosci”. Prosze zwrocic uwage, ze zarzut nie sugerowal kradziezy, ale brak umiejetnosci zarzadzania. Za taka wine w normalnym panstwie kapitalistycznym traci sie prace, ale nie moze ona byc podstawa do uwiezienia. W miedzyczasie pospolici bandyci, zlodzieje samochodow i im podobni chodza na wolnosci i brak dla nich jest cel wieziennych. Pospolici bandyci nie wzbudzaja emocji, do nich Polacy sie juz przyzwyczaili. No coz, tacy bandyci nie pchaja sie w oczy „uczciwego czlowieka” lsniacym mercedesem, oni najwyzej pchaja nozem.

Brutalnosc organow sadowych mozna by zrozumiec znieczulica policyjna, trudno jednak pojac panujaca opinie, ze tego rodzaju metody sa uzasadnione. Przyklad takiej spolecznej obojetnosci stanowi stanowisko innego polskiego przedsiebiorcy, ktory panicznie bojac sie nowych „deklaracji majatkowych” skwitowal opowiesc o traktowaniu Leszka Szlachcica zdaniem: „W Polsce za niewinnosc sie nie siedzi”. Trudno bedzie mu wspolczuc, jesli ten sam czlowiek znajdzie sie w wiezieniu na podstawie podejrzen o „niegospodarnosc” lub o zanizenie majatku w deklaracji majatkowej.

Niezbadane sa tajemnice duszy ludzkiej, ale zawsze mozna liczyc na ludzka zawisc, jak to genialnie odkryli Marks i Lenin. Ciekawe, ze zawisc spelnia tak wazna role w spoleczenstwie, ktore jest w 95% oddane wierze chrzescijanskiej.

Moze warto przypomniec, ze Hitler doszedl do wladzy przyrzekajac porzadek i prace, Lenin wygral rewolucje, bo obiecal chlopom ziemie „obszarnikow”, a Stalin umocnil system represji komunistycznych „rozkulaczajac” tych samych chlopow, ktorym Lenin nadal ziemie.

Kiedy mnie pytaja, w jakich cechach ludzkich nalezy szukac amerykanskiego sukcesu, odpowiadam, ze w roznicy odpowiedzi na pytanie: „Jak sie masz?” Polak odpowiada: „Fatalnie!” i zaczyna wyliczac wszystkie zycia przeciwnosci. Natomiast Amerykanin, ktory ledwo trzyma sie na nogach z powodu nieuleczalnej choroby, na to samo pytanie odpowiada: „Doskonale!”

Amerykanie (ciagle jeszcze) rownaja w marszu do zwyciescy, Polacy natomiast do przecietnej, szarej i siermieznej wiekszosci.

Jan Czekajewski
Czlonek Polskiego Instytutu Naukowego
w Nowym Jorku, USA

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii biznes, business, ekonomia, gospodarka, polityka, prawo i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s