NAJWIEKSZA BAZA DANYCH NA SWIECIE

Z Jackiem Becla,
menadzerem najwiekszej bazy danych na swiecie,
istniejacej na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii
rozmawia Eliza Sarnacka-Mahoney

Eliza Sarnacka – Machoney: Jacku, narobiles ostatnio sporo zamieszania w amerykanskiej prasie. Czy mozesz nam powiedziec o co dokladnie chodzi?

jacek01

Jacek Becla

    Jacek Becla: Rzeczywiscie, ogloszenie iz mamy najwieksza baze na swiecie wywolalo duzo wiecej zainteresowania niz sie spodziewalem. Trafilismy tez do lokalnej telewizji (ta „lokalna” telewizja pokrywa cala Sillicon Valley i ma ponad 15 milionów widzów, czyli prawie pól Polski!). Wspomnial o nas CNN i wyglada, ze to jeszcze nie koniec. Zainteresowane sa gazety z Wielkiej Brytanii, australijski „The Australian” juz o nas napisal.

Prawdopodobnie niewiele osób nie zwiazanych z fizyka slyszalo o naszym eksperymencie. Nazywa sie BaBar. Centrum eksperymentu znajduje sie na SLAC-u (Stanford Linear Accelerator Center), a nad samym eksperymentem pracuje okolo 600 fizyków z 10 krajów. Oficjalnie, niestety, Polska nie jest wspólpracownikiem.

Nie wdajac sie w szczególy moge krótko powiedziec, ze prace dotycza badan zjawisk zwiazanych z materia i antymateria. Polega to na tym, ze rozpedza sie w akceleratorze czastki i zderza je ze soba wewnatrz detektora, który rejestruje, co dzieje sie podczas kazdego zderzenia. W czasie takich zderzen wytwarza sie antymateria. Warunki wewnatrz detektora sa dokladnie takie, jak po powstaniu Wszechswiata (Big Bang).

Nastepnie, korzystajac ze specjalnych programów fizycy analizuja co sie dzieje podczas zderzen i probuja zrozumiec czym charakteryzuje sie antymateria (jak powstaje i zanika, dlaczego we Wszechswiecie wystepuje nierównowaga: wiecej materii niz antymaterii). Jeszcze nie wiadomo do czego ewentualne odkrycia moga byc zastosowane.

W bazie naszych danych rejestrujemy pelen przebieg ponad stu zderzen czastek na sekunde, a rejestracja trwa 24 godz. na dobe. To potezna ilosc informacji. Juz od dluzszego czasu zdecydowanie wyprzedzamy innych (najwieksze bazy sa 5-10 razy mniejsze od naszej), ale jakos nigdy nie zdecydowalismy sie wczesniej oficjalnie tego oglosic. Ostatnio osiagnelismy 500 terabajtów. To okragla liczba, wiec stwierdzilem, ze to dobra okazja by sie pochwalic. Liczba ta jest w istocie tak duza, ze trudno ja sobie nawet wyobrazic. Niektórzy porównuja 500 terabajtów do informacji zawartej w bilionie ksiazek. (1 terabajt = tysiac gigabajtów).

Od ilu lat pracujesz w SLAC-u i jak sie tam „znalazles”?

Od 5 lat. Wszystko zaczelo sie od pracy magisterskiej, która pisalem dla Instytutu Fizyki w Krakowie przy AGH. Moja praca zostala dostrzezona przez osoby zwiazane z CERN- em w Genewie i zostalem tam zaproszony na rok. Tak sie zlozylo, ze pracowalem tam nad obiektowymi bazami danych. A ekspertów w tej dziedzinie potrzebowal wlasnie Stanford, bo rozpoczynala sie praca nad budowa bazy danych dla eksperymentu „BaBar”. Praca na Stanfordzie byla oferta nie do odrzucenia.

Od czego zaczynales prace na Stanfordzie? Dostales cos w spadku?

Praktycznie rozpoczynalem od zera z niewielka grupka entuzjastów. Projektowanie systemu, pisanie programów, pózniej ich testowanie, wdrazanie do produkcji, optymalizowanie. Bralem udzial we wszystkich etapach.

Rozpoczalem jako programista, teraz nadal programuje, ale oprócz tego przejalem zarzadzanie grupa baz danych. Zadaniem grupy jest dostarczenie oprogramowania, które zarzadza danymi i opieka nad danymi. W spadku dostalem calkiem spory system, ponad 500 tysiecy linijek kodu, obslugujacy setki tysiecy plików z danymi, dane sa zapisywane i czytane jednoczesnie przez kilka tysiecy komputerów. System wciaz bardzo szybko „rosnie”, wiec mam szczescie, ze znam go „od podszewki” i „od kolyski”.

Jak okreslilbys atmosfere panujaca na twoim wydziale? Czy wspólpracujesz z innymi Polakami?

Mam doskonala grupke. Szkoda tylko, ze jestesmy fizycznie rozdzieleni: czesc jest w Berkley, czesc na Stanfordzie. Wlasciwie to cala grupa sklada sie z obcokrajowców, mamy dwóch Rosjan, 4 Anglików, 1 Niemca, i 1 Iranczyka. Trudno znaleZc „czystej krwi” Amerykanina. Czesc wspomnianych osób pracuje nad tworzeniem oprogramowania, czesc nad administracja bazy. Jestem w tej grupie jedynym Polakiem.

Czy sukces przypisalbys sobie czy Uniwersytetowi Stanforda?

Bez watpienia na sukces sklada sie praca calej grupy. Ale oczywiscie fakt, ze jestesmy czescia Stanforda bardzo nam pomaga. Stanford jest renomowana placówka naukowa i to sie liczy, szczególnie gdy prezentuje sie prace na powaznych konferencjach.

Nad czym pracujesz obecnie?

Tylko sie nie smiej: nad zmiejszeniem ilosci danych. Utrzymanie takiej ilosci danych to duzy koszt, liczony w wielu milionach dolarów. Gdyby udalo sie nam zoptymalizowac sposób, w jaki zapisujemy dane, moglibysmy wiele zaoszczedzic. To by oznaczalo, ze baza nie bedzie rosla tak gwaltownie jak dotychczas. Mam nadzieje, ze i tak dlugo nikt nas nie doscignie – reszta peletonu jest daleko w tyle.

O ile dobrze pamietam, gdy przyjechales do USA, nie zamierzales tutaj „zapuszczac” korzeni?

A jednak to juz te 5 lat. Nie zamierzalem i nadal nie zamierzam „zapuszczac” korzeni. To wszystko wina tego, ze czas plynie tak szybko. Nieraz nie moge uwierzyc, ze to juz piec lat. Ciekawa praca, kalifornijska pogoda, ocean, to wszystko wciaga, trudno sie od tego oderwac. Mimo tego mysle o powrocie do Polski, sa tam rzeczy, których nie mozna znaleZc w tej czesci swiata. Ostatnio nawet zaczalem sie dowiadywac, jak wyglada sytuacja z praca w Polsce i jakie sa mozliwosci. Zdaje sobie sprawe, ze trudno bedzie znalezc prace w dziedzinie nad która pracuje, prawdopodobnie trzeba sie bedzie troche przekwalifikowac…

Jaka rade mialbys dla innych polskich naukowców, którzy chcieliby przyjechac do USA
i uczestniczyc w prowadzonych tutaj pracach badawczych. Od czego trzeba zaczac?

Wydaje mi sie, ze naukowcy z polskich uczelni sa dobrze wyksztalceni i sa w stanie zmierzyc sie z wyzywajacymi problemami. W polskich szkolach i uczelniach wiele nacisku kladzie sie na teorie, podczas gdy tutaj w USA kladzie sie wiekszy nacisk na problemy spotykane w praktyce. Obie strony maja wady i zalety. Najwazniejsze to to, by myslec pozytywnie i wierzyc ze to, o czym sie marzy, jest osiagalne.

Decydujac sie na emigracje czego obawiales sie najbardziej jako naukowiec i czego jako czlowiek?

Nigdy nie myslalem o moim przyjezdzie tutaj jak o emigracji, dla mnie to raczej cos jak przygoda – takie dluzsze wakacje. Nieraz obawiam sie, co by sie stalo, gdyby bazy obiektowe nigdy sie nie przyjely. To doskonaly i obiecujacy system, ale w porównaniu z dominujacymi wszedzie bazami relacyjnymi nadal niewiele znaczy. Mam nadzieje, ze kiedys sie to zmieni.

Jako czlowiek…? Zawsze obawialem sie, ze przebywajac z dala od Polski coraz bardziej sie od niej oddalam: z kazda wizyta dostrzegam w Polsce nowe zmiany, ktore nie sa czescia mojego zycia. Czy bede w stanie zaaklimatyzowac sie po powrocie z dalekiego swiata? Czy bede w stanie znalezc „swoje miejsce”? Przez wiele lat mieszkalem w malowniczym Lancucie, pózniej w Krakowie, potem we Francji, teraz Krzemowa Dolina nad wybrzezem Pacyfiku. Wszystkie miejsca podobaly mi sie, ale w którym z nich chcialbym sie „osiedlic” – tego nie jestem pewien.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii centrum naukowe, fizyka, informatyka, nauka i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s