ŚWIAT WEWNATRZ BUTELKI

– czyli historia zycia i picia wedlug Andrzeja Jarosza

Eliza Sarnacka-Mahoney

Podobno polskim autorom i czytelnikom bardzo daleko do autorów i czytelników amerykanskich, jezeli wezmie sie pod uwage tzw. „chec konfrontacji” ze sprawami drazliwymi. Odkladajac na bok tematyke seksu, która w ostatnich latach szczerzej zainteresowali sie i polscy autorzy, i czytelnicy, podobno na inne problemy panuje posucha. O depresji, alkoholizmie, narkomanii, pedofilii, pracoholizmie(!) i innych uzaleznieniach oraz wynikajacych z tego dramatach mozna sie oczywiscie dowiedziec, ale w wiekszosci wiedzy tej dostarcza nam opasle psychologiczno-prawne dysertacje dostepne w uniwersyteckich bibliotekach, ewentualnie w specjalistycznych ksiegarniach dzialajacych tylko w kilku najwiekszych polskich miastach.

Tematem alkoholizmu zajal sie niedawno Jerzy Pilch w powiesci „Pod mocnym aniolem” i ci, którzy mieli okazje ksiazke przeczytac na pewno nie pozalowali, bo choc Pilch zrealizowal swoje dzielo z wrodzonym sobie poczuciem wisielczego humoru, dostatecznie gleboko wejrzal w tajniki chorej, alkoholicznej duszy i uzaleznionego od alkoholu umyslu.

Byc moze rzeczywiscie zanosi sie jednak na otworzenie jakichs szczelnie do tej pory zamknietych tam, bo niedlugo po powiesci Pilcha zwrócono moja uwage na inna polska pozycje „rozprawiajaca sie” z alkoholizmem. Jej autorem jest Andrzej Jarosz, zas powiesc sklada sie z trzech, niezaleznych od siebie tomów traktujacych o trzech okresach zycia bohatera borykajacego sie z nalogiem picia.

Serie rozpoczyna „Szklana góra” – preludium do dojrzalosci i preludium do „pijanstwa na calego” w zyciu Kuby. Jarosz zrecznie przedstawil tutaj nie tylko uwarunkowania rodzinne odpowiedzialne za pózniejszy nalóg Kuby lecz równiez specyfike PRL-owskiej mentalnosci pracy, w której, „jezeli sie nie napiles, nie byles”.

    Tom drugi pt. „Przedsionek piekla” to opis dziesiecioletniej, „pijanej” dekady w zyciu Kuby, okres jego wzlotów i upadków, które stopniowo przemieniaja sie juz tylko w upadki i w rezultacie doprowadzaja Kube niemalze do smierci.

    I wreszcie tom ostatni „Zdobywca szczytów” to wyswobodzenie sie bohatera z trybów alkoholizmu i opowiesc o jego dalszych losach, juz jako abstynenta swiadomego rozmiarów swej choroby i zla jakie wyrzadzila mu w zyciu.

    Andrzej Jarosz nie ukrywa, ze jego powiesc to zbeletryzowana autobiografia (w przeciwienstwie do Pilcha, który od „takich” pytan zrecznie sie wymiguje) – i chwala mu za to. Moze, gdyby wiecej abstynentów odnalazlo w sobie podobna co Jarosz odwage o alkoholizmie zaczeloby sie w Polsce inaczej mówic, przestal on by byc sprawa, która zbywa sie machnieciem reki i widok którego w miejscach publicznych ( szczególnie zas w malych miejscowosciach) spotyka sie nie z potepieniem a jedynie z glupawymi chichotami i powszechnym spolecznym przyzwoleniem. Nie twierdze przy tym, ze wszyscy zwyciezcy w walce z nalogiem picia powinni natychmiast, jak Jarosz, chwytac za pióra, ale by mieli, jak Jarosz, odwage by dumnie to swoje zwyciestwo obnosic. Aby nie zatrzaskiwali za soba wstydliwie drzwi, za którymi zostawili pijanstwo, lecz by chcieli i umieli je ponownie otworzyc, ku przestrodze wlasnej i innych.

Co jest najwiekszym atutem powiesci Jarosza? Niewatpliwie próba wytlumaczenia, ze choroba alkoholowa, w przeciwienstwie do innych przypadlosci ciala i duszy ma bardzo zdradliwa i maskujaca nature. Nawet bowiem w czasie najbardziej pijanego okresu w zyciu, Kuba mimo wszystko pozostaje Kuba i realizuje swoje zyciowe plany. Bierze slub, pracuje i awansuje, zas na jakis czas zaklada nawet na siebie plaszcz przemytnika i to nie byle jakiego, skoro za zarobione w ten sposób pieniadze moze sobie kupic samochód i dom. Gdy „wpada” i stempel w paszporcie zamyka przed nim granice-przystepuje do rozwijania wlasnego przedsiebiorstwa elektrycznego. Trudno oprzec sie wrazeniu, ze jednym z przejawów alkoholizmu jest alkoholowa schizofrenia: ten sam czlowiek, który jako osoba trzezwa umie bronic swego honoru i potrafi „przenosic góry” (a przynajmniej podejmowac sie takiego ryzyka) jako pijak daje sie upokarzajaco ciagac po podlodze za wlosy, zalatwia na widoku w miejscach do tego nie przeznaczonych lub jak najgorszy nedzarz, spi po przygodnych lawkach i rowach.

Na szczescie dla Kuby, nad Kuba-alkoholikiem czuwa dobry aniol, który co jakis czas pokazuje mu kolejny klocek do straszliwej ukladanki, a w najbardziej krytycznym momencie pozwala mu ujrzec te ukladanke w calosci a tym samym zatrzymuje go o krok nad przepascia i od tej przepasci odwodzi.

Nie u kazdego jednak alkoholika lina, po której odbywa sie pijany marsz bez parasola jest w ten sposób asekurowana. Blizsi i dalsi znajomi Kuby alkoholicy umieraja, laduja w domu wariatów lub staczaja na dno, gdzie wegetuja do konca swoich dni.

Ciekawie, czy moze po prostu uczciwie, pokazal takze Jarosz alkoholickie rozterki. Wbrew powszechnemu spolecznemu mniemaniu, iz alkoholik tak bardzo zawladniety jest mysla o alkoholu, ze jego umysl odbiera juz tylko na jednych, nasaczonych spirytusem falach, Kuba ma swiadomosc wyrzadzanego sobie i innym zla, nawet w czasie najwiekszego „ciagu”.

Jest w Kubie-alkoholiku równiez wola odmiany i jest — i to calkiem sporo — wspólczucia oraz litosci wzgledem bliskich, których swoja choroba unieszczesliwia. Wreszcie, jest nawet miejsce na szczera nienawisc do alkoholu, który poetyzujacy Jarosz czesto nazywa „zdradliwa kochanka” i wrogiem, którego nalezy sie wystrzegac.

Choc z „przedsionka piekla” udalo sie Kubie wyrwac i zamienic w „zdobywce szczytów”, Jarosz nie twierdzi, ze kazdego abstynenta czeka nagroda. Jaka nagroda i czy w ogóle bedzie zalezalo tylko i wylacznie od samego wyle -czonego. Autor twierdzi jednak z cala pewnoscia, ze do walki z alkoholizmem przystapic trzeba, oraz ze ukryty w niej sens jest o wiele glebszy niz by sie to komukolwiek wydawalo zza parawanu rozdzielajacego pijanych od trzezwych. Czlowiek, który odnajduje w sobie trzeYwosc najczesciej odnajduje równiez swoja prawdziwa wartosc i przeznaczenie, a o to warto walczyc zawsze i w kazdych okolicznosciach.

„Po alkoholizmie pozostaje w czlowieku wyrwa, jak po chwascie, tylko troche wieksza. Niewiele wieksza, moze tysiac, a moze milion razy wieksza. Taka mala czarna dziura pozostaje w czlowieku, czarna otchlan, która trzeba zapelnic zanim czlowieka pozre.”

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii alkoholizm, books, książki, recenzje i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s