Zamach na WTC – przyczyny i skutki

Tuz po zamachu ból byl zbyt ostry, by w ogóle zastanawiac sie nad jego przyczyna. Z uplywem czasu publiczna debata nad ten temat zaczyna jednak nabierac rozmachu. Amerykanie dobrze wiedza, ze bez poznania i wyeliminowania przyczyn zagrozenia nowymi zamachami sa wciaz realne. Nie usuna ich ani kolejne „wojny z terroryzmem”, ani wojownicze deklaracje polityków…

Interrpretacje

W dyskusji tej Ameryka podzielila sie zasadniczo na dwa obozy; tradycyjnie amerykanski (kompromisowy) oraz postepowy (konfrontacyjny). O ile oba obozy sa zgodne co do koniecznosci surowego ukarania sprawców, o tyle róznia sie one co do metod przeciwdzialania terroryzmowi w przyszlosci.

Pierwszy z nich, wywodzacy sie z tradycji wolnosciowej, z mysli Thomasa Jeffersona uwaza, ze powodem terrorystycznego ataku byly bledy w polityce zagranicznej. Nie doszloby do tragedii, glosza jego zwolennicy, gdyby Bialy Dom nie prowadzil tak jawnie dyskryminacyjnej polityki wobec Arabów, a tak faworyzujacej panstwo zydowskie. Bezposrednim jej rezultatem jest, z jednej strony, bezkrytyczne poparcie amerykanskie dla Izraela, z drugiej zas polityka sankcji, okupacji i zbednych interwencji militarnych wobec panstw muzulmanskich.

Jakby na poparcie tej tezy przytoczono kilka dni temu, ujawniony przez premiera brytyjskiego, Tony Blaira tajny dokument zawierajacy „dossier” Osama bin Ladena, a w nim oswiadczenie tego ostatniego z 1996 roku, w którym wzywa do swietej wojny wobec „zydowsko-chrzescijanskich” okupantów krajów islamu (konkretnie Arabii Saudyjskiej), solidarnosci z palestynskimi bracmi oraz zaprzestania „terroryzowania” Arabów sila militarna USA i ich sojuszników.

James Ostrowski, wybitny specjalista prawa konstytucyjnego, komentujac dokument powiedzial: „(…) bin Laden nie mial zamiaru zmuszac mieszkanców Peorii, by zrezygnowali ze swoich Zachodnich korzeni i przeszli na islam, lecz potepial amerykanskie poparcie dla Izraela oraz obecnosc naszych wojsk w arabskiej Ziemi Swietej, Arabii Saudyjskiej(…)”.

Taka jest, zdaniem nastawionej wolnosciowo czesci opinii publicznej, polityczna przyczyna zamachu. Wprawdzie wina zamachowców jest niekwestionowana, to jednak nie wziela sie ona z prózni, byla reakcja na arogancka polityke Stanów Zjednoczonych oraz liczne interwencje militarne na terenie krajów Islamu. To Stany Zjednoczone byly tutaj inicjatorem uzycia sily, przemocy. Arabowie odpowiedzieli sila na sile. Z cytowanego dokumentu wynika np. ze zamach na ambasady USA w Kenii i Tanzanii byly odwetem za interwenecje GI w Somalii.

Ostrowski i podobnie jak on myslacy uwazaja, ze polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych wobec panstw Bliskiego Wschodu powinna zostac czym predzej zrewidowana. To przeciez nie pierwszy konflikt, jaki towarzyszy obecnosci amerykanskiej w tamtym rejonie, tym bardziej, ze ofiarami sa takze sami sprawcy, Amerykanie. I tak, bez slepego poparcia Amerykanów dla szaha Pahlavi, nie byloby rewolucji w Iranie. Bez rewolucji w Teheranie nie trzeba byloby wspierac Iraku, wykorzystywanego jako przeciwwaga dla wplywów Iranu. Nie byloby wiec ani Saddama Husajna, ani wojny o Kuwejt, a takze Osama ibn Ladena, zamachów na World Trade Center i towarzyszacych im tragedii.

Poglad ten podziela, jak mi sie wydaje znaczna czesc Amerykanów, chociaz sie do tego zbyt gorliwie nie przyznaja. Swiadcza o tym chociazby pojawiajace sie w czasie „nocnych rozmów Amerykanów” sensacyjne doniesienia o tym, ze w dniu zamachu nie poszlo do pracy w World Trade Center 4000 wyznawców wiary mojzeszowej, co ma swiadczyc o prowokacji izraelskiej. (Ciekaw jestem kto ich ostrzegl, i w jaki sposób? Przez radio? Czy moze za posrednictwem Internetu?). Poniewaz „dla wszystkich jest jasne”, ze na tragedii narodu amerykanskiego skorzystal najwiecej Izrael, któremu uwierzono wreszcie, ze Palestynczycy to terrorysci, w zamachu musial maczac palce…Mossad. Tym bardziej, ze data zamachu, 11 wrzesnia, przypadla w 10 dni po zydowskim Nowy Roku, co juz jest niezbitym dowodem dzialania „siatki izraelskiej”…

Obóz postepowy, a wiec konfrontacyjny uwaza, ze motywy dzialania terrorystów nie sa wazne. Po tym co zrobili nie zasluguja na uwage, a tym bardziej na wyrozumialosc. Nalezy dac im zdecydowany odpór, z totalna eksterminacja wlacznie. Jak to zrobic? Bombardowac! Poczawszy od Afganistanu, poprzez Irak, Syrie, na Libii konczac. Jak bedzie trzeba, to nalezy uzyc nawet broni nuklearnej.

Poglady takie reprezentuje spora czesc establishmentu politycznego, ale takze wieksza czesc spoleczenstwa, uwazajaca – za mediami – ze Arabowie to urodzeni terrorysci, ze islam to religia przemocy i fanatyzmu, a kazdy Arab, który zabije niewiernego automatycznie idzie do muzulmanskiego nieba. Zwyciestwo tej opcji, to nie tylko wiecej napiec na linii Islam – Ameryka (czy nawet reszta swiata), to takze zagrozenie dla fundamentów amerykanskiej panstwowosci, która od poczatku dziejów opierala sie na zalozeniu „szacunku dla godnosci ludzkiej i poszanowania praw jednostki”. Nie panstwo ze swoja agresja i przemoca, lecz wolny i odpowiedzialny czlowiek byl Yródlem potegi tego kraju.

Ostatnio jednak z grupy tej wylania sie jakby „trzeci nurt”, nalezy do niego – tak mi sie wydaje – prezydent George W. Bush, który podkresla, ze wojna z terroryzmem to nie to samo, co wojna z Islamem, ze nie wszystkie kraje arabskie sa zle oraz ze powstanie panstwa palestynskiego jest niekwestionowana koniecznoscia. Bush rózni sie ponadto od reszty polityków strategia wychodzenia z kryzysu, o czym za chwile…

Panstwo

Kazdy kryzys, czy to ekonomiczny czy spoleczny, a wojny w szczególnosci sa okazja do zwiekszenia zakresu interwencji panstwa. W wyniku napiec poprzedzajacych I Wojne Swiatowa, a potem samej wojny doprowadzono do powolania banku centralnego a takze uchwalenia XVI Poprawki do Konstytucji o podatku dochodowy. Po Wielkiej Depresji 1929-33 pojawil sie Franklin D. Roosevelt ze swoim Nowym Porzadkiem i towarzyszaca mu masowa biurokracja, po II wojnie swiatowej byl „Plan Marshalla”. Pod wplywem „zimnej wojny”, Lyndon Johnson wypowiedzial Ameryce „wojne z nedza”, a po kryzysie energetycznym lat 1970., Nixon dla ratowania twarzy zrezygnowal z parytetu zlota, wprowadzil kontrole cen, a takze mase nowych regulacji. Konsekwencje totalnej wojny z terroryzmem trudno sobie nawet wyobrazic, zwlaszcza ze ani wróg, ani pole walki nie zostaly do konca sprecyzowane…

Mówi sie przykladowo p mozliwosci wprowadzenia „pewnych” zmiany do Konstytucji, konkretnie o zawieszeniu na jakis czas obowiazywania Drugiej (tej o posiadaniu broni) oraz Czwartej (o bezpodstawnych rewizjach) Poprawki. Wiadomo jednak, ze raz zabrana wolnosc do obywatela juz nie powraca. Pod pretekstem ochrony wspólnego dobra i zapewnienia bezpieczenstwa narzucony zostanie terror panstwa. Jesli nawet bylaby to ochrona skuteczna, w co zreszta watpie, najwieksza nawet troska o dobro publiczne nie uzasadnia samowoli despotów czy rzadów bezprawia. Podobnie, jak walka z terrorem fundamentalistów islamskich nie uzasadnia siegania po terror wlasnego panstwa.

Wojna z terroryzmem wypowiedziana zostala nieoficjalnie w latach 1980., oficjalnie zas w 1993 roku przez prezydenta Clintona. Od co najmniej osmiu lat „chroni” Stany Zjednoczone ponad 1000 agentów antyterrorystycznych. Kosztowalo to podatnika, nie liczac wydatków na inne formacje pomocnicze (CIA, FBI, policja, wywiady wojskowe i dziesiatkich podobnych organizacji) ponad 10 mld dol. Od osmiu lat rozsylane sa za ibn Ladenem listy goncze. A efekty? Widzielismy je 11 wrzesnia. Banda psychopatycznych morderców wyprowadzila w pole, wrecz skompromitowala skomplikowana machine obronna panstwa. Nie twierdze, ze wywiady i kontrwywiady nic w tej sprawie nie zrobily, albo ze nie potrafia walczyc z terroryzmem, uwazam jednak, ze jakosc i skutecznosc ich dzialania jest wypadkowa jakosci i skutecznosci panstwa, jest wiec niewielka. Z podobna skutecznoscia dziala sektor panstwowej edukacji, sluzby zdrowia, panstwowa poczta, panstwowy system emerytur i pozostale agendy rzadu.

Tymczasem w obliczu nowojorskiego dramatu prezydent otrzymuje od Kongresu dodatkowo 40 mld dol. wszyscy sie ciesza, ze tym razem Demokraci i Republikanie staneli na wysokosci zadania i zgodnie, bez sprzeciwów przyznali te dodatkowe srodki. Dla mnie ta zgodnosc jest co najmniej podejrzana; o ile jedna ze stron (Republikanie) poszla na kompromis, o tyle druga (Demokraci) kompromis ten wykorzysta dla wlasnych celów. ródlem mojej podejrzliwosci jest ignorowanie przez legislatorów pytania: skad te 40 mld wziac? Wiadomo przeciez, ze zostana one wysuplane z kieszeni podatnika; kosztem „prywatnej” ekonomii wzmacnia sie panstwowa hydre.

Co gorsza, z lewa (New York Times), ale i z prawa (National Review) dochodza opinie, ze zbiorowy wysilek rzadu (chodzi o odbudowe zniszczen) przyczyni sie do ozywienia gospodarczego. Tymczasem to juz Frederic Bastiat (1801-1850) pisal, ze co prawda oszklenie rozbitego okna przynosi dochód szklarzowi, który za zarobione pieniadze kupi sobie ubranie, zarobi wiec przy okazji krawiec etc., pamietac trzeba jednak, ze gdyby okno nie zostalo rozbite, wówczas pieniadze te i tak weszlyby w alternatywny obieg, przy czym wlasciciel okna nie ponióslby straty.

Nie twierdze, ze odbudowywanie Manhattanu nie ma sensu, lecz tylko, ze o sensie tym nie powinna decydowac machina rzadowa. Sektor prywatny wydaje pieniadze znacznie efektywniej. Pieniadze w rekach panstwa to takze wieksze ryzyko inflacji. O wiele lepiej zrobiliby politycy, gdyby zamiast poprawiac skutki zajeli sie likwidacja przyczyn.

Zródlem dochodów, a wiec sily terrorystów muzulmanskich sa dochody z ropy naftowej. Tansza ropa, to nizsze dochody. Spadek cen ropy mozna by osiagnac zwiekszajac jej wydobycie w Stanach Zjednoczonych. Nie mozna tego zrobic, bo socliberalni senatorowie blokuja uchwalenie ustawy „energetycznej” zezwalajacej na nowe wiercenia i wieksze wydobycie ropy naftowej, ograniczajacej restrykcje odnosnie wykorzystania wegla, gazu ziemnego, energii atomowej i inne regulacje utrudniajace zmniejszenie uzaleznienia gospodarki USA od dyktatu OPEC.

George W. Bush

W tym miejscu nalezy sie gleboki uklon prezydentowi, który – pomimo nacisków ze strony etatystów a zwlaszcza oszolomów od ochrony srodowiska – nie ustaje w wysilkach forsowania mniej restryktywnej polityki energetycznej. Na pochwale zasluguje takze jego konsekwencja ideowa, zwlaszcza w sferze fiskalnej. George W. Bush zaproponowal wlasnie Kongresowi kolejna „ulge podatkowa”. Wychodzi bowiem ze slusznego zalozenia, ze najlepszym stymulatorem gospodarki, a juz szczególnie w okresie recesji, jest wiecej pieniedzy w kieszeni podatnika, nie w kasach urzedu skarbowego!

W normalnych warunkach taka propozycja spotkalaby sie ze zdecydowanym odporem ustawodawców, dla których podatki to przeciez manna z nieba. W obliczu kryzysu panstwowego i ekonomicznego, nie odwaza sie sprzeciwic woli prezydenta. Tym bardziej, ze zyskal on swoim postepowaniem (po 11 wrzesnia) ogromne poparcie (blisko 90 proc.) spoleczenstwa. Jest meski, nie histeryzuje, dziala rozwaznie, nie kokietuje, nie udaje – jest przy tym cieply, opiekunczy, konsekwentny i pryncypialny, posiada przy tym duzo zdrowego rozsadku. To ze Ameryka zaczyna z tego kryzysu wychodzic tak szybko, jest zasluga zywotnosci i optymizmu tego narodu, ale takze postawy George’a W. Busha. Nawet najwieksi jego wrogowie przyznaja, ze Ameryka miala ogromne szczescie, ze zwyciestwo Gore’a w listopadzie 2000 byloby w takiej sytuacji prawdziwa katastrofa.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii 11 września - Atak na WTC, Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s