List…

Kochani Przyjaciele…

    Pisze do wszystkich wspólny list, bo trudno byloby mi skonstruowac parenascie opisów tej samej sytuacji. Mam nadzieje, ze Was to nie obrazi.

Chcialam tylko zameldowac, ze u mnie wszystko dobrze i tylko pragnelabym, by ten dzien inaczej sie potoczyl. Wczoraj mialam wyjatkowo dobry nastrój i mialam tyle dobrych pomyslów na dzien dzisiejszy. Nagle nic nie wydaje sie wystarczajaco wazne.

Obiecalam niektórym z Was, którzy od razu sie ze mna skontaktowali, ze jak troche ochlone, to napisze cos wiecej. Jest teraz 20:30, za pare minut ma sie odezwac prezydent. Nie bylo go widac caly dzien, co za tchórz. Za oknem slychac jedynie dzwieki latajacych nad miastem samolotów wojskowych. Robi to przygnebiajace wrazenie. Powiem Wam, co jeszcze jest dla mnie zupelnie niesamowite. Bylam wczoraj u Marka na Manhattanie i jak to on – wynalazl na jakiejs stronie polskiej przemówienie Jaruzelskiego z 13 grudnia 1981 roku. Ta pamietna dla nas wszystkich niedziela. Dla niego, jako Amerykanina znajacego jezyk polski, byl to przyklad zlej, socjalistycznej retoryki. Dla mnie otworzyly sie drzwi wspomnien. Tak dobrze pamietam ta niedziele.

Przypomnialo mi sie jak po imprezie urodzinowej Agaty na Chocimskiej wlaczylysmy TV i wszystko, co zobaczylysmy to obraz kontrolny i uslyszalysmy te dziwne patriotyczne piesni, a potem wystapienie tego czlowieczka w czarnych okularach. I wlasnie wczoraj, po tylu latach slyszalam ten glos znowu. Rano, pierwsza czynnoscia, która wykonalam bylo sprawdzenie e-mail. Pózniej nastawilam wode na kawe, siadlam na rowerek, wlaczam TV, a tu obraz bez glosu-wieze World Trade Center, jedna w plomieniach i pare minut pózniej olbrzymi samolot wjezdzajacy w druga wieze. I nadal brak glosu. Dejavu.

Absolutne.

Ci z Was, którzy byli u mnie w Nowym Jorku, pewnie pamietaja, ze widok na dolny Manhattan, czy to z promu na Staten Island, czy z promenady na Brooklyn Heights, czy z promenady wzdlóz rzeki Hudson, to jeden z najpiekniejszych widoków na wyspie. Zawsze go wszystkim zachwalalam i wszystkich tam za-bieralam. Majestatyczne dwa budynki, pod którymi latem ludzie lubili siasc by zjesc lunch, posluchac jazzu, odpoczac, i popatrzec na nie. Pomimo betonu i szkla, wszyscy bardzo lubili to miejsce. Ja najbardziej lubilam patrzec na World Trade Center z odleglosci okolo 20 ulic, ze skweru Waszyngtona. Gdy stalo sie pod lukiem i patrzylo na dolny Manhattan, na samym horyzoncie staly te dwa piekne budynki. Szczególnie urokliwe byly przy zachodzie slonca.

Czesto robilam tam moim gosciom zdjecia. Tam zrobilam jedno z najladniejszych zdjec mojej mamie kiedy byla u mnie.

Inny piekny widok rozlegal sie na wieze z drugiej strony rzeki, juz z Jersey City. Czesto kiedy jeYdzilam do Barbary, wybieralysmy sie nad rzeke, by popatrzec na dolny Manhattan. Któregos roku odkrylysmy z Ania (wlasciwie to Barbara nam podpowiedziala), ze mozna do WTC podjechac promem, a nie kolejka pod-ziemna, z której nic nie widac. W tym roku przeplynelysmy sie tym promem z Grazyna i Teresa. Bylo slicznie.

Nie moge uwierzyc, ze pójde teraz na Washington Square i nie zobacze na koncu West Broadway budynków WTC. Dolny Manhattan juz nigdy nie bedzie taki piekny. Nie sadze, zeby Ameryka zdecydowala sie na odbudowe tych budynków. Kto bedzie tam chcial otworzyc biznes?

Dwa tygodnie temu bylam tam ostatni raz. Ulka przyjechala z Gracja z Buffalo i pojechalysmy przejsc sie promenada przy rzece Hudson.

Siedzialysmy na lawce i podziwialysmy, jak tam jest sympatycznie. Nawet nie przeszlo mi przez mysl, ze ostatni raz widze to miejsce.

Z pewnoscia jeden z najpiekniejszych symboli Ameryki zostal zniszczony.

Komu moglo na tym tak bardzo zalezec?

Amerykanie nie sa przygotowani psychicznie na takie sytuacje. W telewizji bombardowani sa pompatyczna propaganda, w stylu „Ameryki nic nie zlamie”. Nie stac ich na otwarta analize sytuacji. Izoluja swoja polityka panstwa biedne, zdesperowane, popieraja tych, którzy sa bogaci i moga sie im przydac. No i zdesperowani tym, ze swiat o nich nie pamieta i im nie pomaga rzucaja sie na drastyczne rozwiazania. Nie jestem w stanie wyobrazic sobie jacy ludzie mogli sie zdecydowac na tego typu ataki, ale jestem pewna, ze byli bardzo zdesperowani i nie widzieli innego sposobu zwrócenia na siebie oczu swiata. A moze jestem naiwna i na swiecie istnieja ludzie z gruntu Yli. Wole tak nie myslec. Do tej pory nikt nie przyznal sie do ataku. Przemówienie Busha bylo naiwne, patetyczne i nic nie mówiace. Oczywiscie trudno sie spodziewac czegos bardzo konkretnego tak od razu, ale jednak to w koncu glowa panstwa.

Ponoc zginelo ok. 200 strazaków, ponad 90 policjantów. Na razie nie zabrano sie do okopywania zgliszczy. Ponoc jest tam niesamowicie cieplo.

Mark powiedzial mi przez telefon, ze pyl jest wszedzie, a on mieszka w koncu kilkadziesiat ulic na pólnoc. W telewizji pokazywane sa coraz okropniejsze zdjecia. Najgorsze chyba jakie widzialam przedstawiaja ludzi skaczacych z okien budynków. Woleli wyskoczyc niz zginac w plomieniach. Nie widzieli juz zadnej szansy dla siebie.

Caly dzien myslalam o Przemku, mezu mojej kolezanki Madzi. Madzia pracowala ze mna przez rok w Unii i potem przeniosla sie do unii kredytowej w ONZ. Przemek pracowal w banku japonskim, który mial swoja siedzibe na 50 pietrze w drugiej wiezy. Przez caly dzien do nich dzwonilam.

Usilowalam sie równiez dodzwonic do Pat, mojej znajomej pani professor, jednej z tych osób, które pomogly mi sie dostac na studia w Stanach. Pat pracuje na Pace University, znajdujacym sie o dwie ulice od WTC.

Codziennie ranno przyjezdza na stacje pod wiezami z New Jersej. Dzis, mimo, ze byl to jej normalny dzien pracy (wczoraj byla na dworcu o 9 rano – o tej godzinie mial miejsce drugi wybuch) zdecydowala sie pracowac w domu. Przemek poczul jakis wstrzas przed dziewiata i od razu bez zastanowienia ruszyl na schody. Zostawil w biurze wszystko. Zanim wyszedl zdarzyl zadzwonic do Madzi. Potem nie slyszala o nim do 12-tej, kiedy to pojawil sie w jej biurze. Powiedzial mi wieczorem, ze ledwo opuscil budynek, po zejsciu 50 pieter w dól, gmach legl w gruzach.

Mówil, ze nigdy w zyciu tak nie uciekal. Tak sie ucieszylam, ze wszystko u nich w porzadku. Tylko, przy calym tym szczesciu, nie moge wymazac z pamieci widoku ludzi skaczacych z 70 pietra!

Pozdrawiam Was wszystkich mocno i bardzo dziekuje za pamiec. Dzieki wszystkim, którzy pomogli mi sie skontaktowac z rodzina, do ktorej sama nie moglam sie dodzwonic caly dzien. Sciskam Was mocno. U mnie wszystko w porzadku. Mam nadzieje, ze u Was równiez. Przy takich tragediach, wiele rzeczy nabiera zupelnie innej perspektywy. BadYcie w kontakcie. Z góry przepraszam, ze pisze nie za czesto, ale czas leci tak szybko.

Dopiero w takich chwilach czlowiek docenia jak wazni sa znajomi, przyjaznie i to, ze ludzie potrafia byc dla siebie cudowni.

Wypijam kielich bardzo dobrej brandy za Wasze zdrowie. Buzka.

Gosia

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii 11 września - Atak na WTC. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s